Już długi czas więzili mnie bezsensownie w tej elektrycznej kulce. Codzień musiałam znosić widoki Wizarda i Rose przechadzających się po terenach watahy. Codziennie dawali mi po dziku, a ja nadal byłam głodna, co dziwne mój brzuch rósł z każdym dniem.
,,-Czyżbym była w ciąży?"- rozmyślałam każdego dnia.
Pewnego ranka poczułam mocny skurcz.
-Ja...ja rodzę!- krzyknęłam z całej siły.
River podszedł do mnie, wypuścił z bańki i czym prędzej zaniósł do Rose.
-Rose ona rodzi.- powiedział zdyszany.
-Szybko połóż ją na łózku.- powiedziała oszołomiona wilczyca.
Poród przechodził wolno i boleśnie. Po godzinie urodził się pierwszy chłopiec, potem dziewczynka, a po wielkiej udręce na świat przyszedł ostatni syn.
(niech ktoś dokończy)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz