poniedziałek, 22 października 2012

Od Rivera- c.d. historii Minerai


Powoli wstałem na chwiejnych nogach. Zobaczyłem Minerai.
- Minerai!! - zawyłem mając łzy w oczach.
Przyłożyłem pysk do jej pyska. Zanosiłem się łzami. Sprawadziłem czy oddycha. Bardzo słabo. Wyczułem że ma połamane kości. Nadleciała Blue a za nią Kaazar. Blue zobaczyła Minerai. Odepchnęła mnie tak, że walnąłem się o drzewo, i położyła się przy Minerai. Kiedy chciałem podejść ryknęła na mnie z ogniem w oczach.
"Co ty jej zrobiłeś!"
Nie wiedziałem co powiiedzieć.
"Ja..... nie wiem czemu jej nie złapałem. Tak to byśmy nie spadli."
"Wiedziałam że nie jeseś dla niej odpowiedni." - powiedziała z goryczą Blue.
" Wiem że to moja wina, ale teraz musimy jej pomóc! Ty i Kaazar musicie wezwać pomoc! Ja zostanę z nią."
"Ona z tobą nie zostanie!"
"To nie pora na kłótnię! Minerai może nie przeżyć transportu, naawet lecąc na tobie."
Blue w końcu się posłuchała i poleciała razem z Kaazarem w stronę watahy.
Położyłem się przy Minerai.
- Oh, co ja ci zrobiłem. Nie wiem czy to słyszysz ale kocham cię. Kocham cię bardziej niż ktokolwiek inny. Czemu cię nie złapałem? To moja wina! Teraz mogę cię stracić. - mówiłem nie powstrzymując łez.
Zobaczyłem że pod korzeniami starego drzewa które rosło za nami jest mała nora. Ostrożnie zaniosłem Minerai do jaskini i czekałem aż wrócą Kaazar i Blue.
- To ja powinienem teraz cierpieć a nie ty. - powiedziałem do Minerai.

C. D. N.
[Minerai, zalecane jest żebyś dokończyła (jak nie chcesz to ja zrobię ciąg dalszy)]

sobota, 20 października 2012

Od Luveita- Adopcja

Patrzyłem na szczenięta, w każdym było coś intrygującego. Wpatrywałem się w małego Kibę, gdy do pokoju weszła wolontariuszka z małym samczykiem. Mały usiadł w kącie i wpatrywałsię w bawiące się szczeniaki. Razem z Natsu podeszliśmy do wolontariuszki.
-Przepraszam, kto to jest?- spytała Natsu patrząc na małego.
-To Jerycho, znaleźliśmy go wczoraj w lesie. Jest spokojny.
-Właśnie, takiego dziecka szukaliśmy. Chcielibyśmy go adoptować.- powiedzieliśmy razem z Natsu.
-Dobrze. Przygotuję jego rzeczy.- powiedziała.
Czekaliśmy nie całe 30 min. a Jerycho był już gotowy do wyjścia. Gdy doszliśmy do jaskini, zaprowadziliśmy samczyka do jego pokoju. Widać, że był uradowany.
(dokończ Natsu)

Od Minerai- c.d. historii Rivera

    
   
-Wybacz mi, wiesz jaki jest Kan-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Ech wiem aż za dobrze.-odparł
-Haha wiem aż za dobrze. Gdzie idziemy?-spytałam.
-Może...-zamyślił się.
-Dobra chodźmy może do Blue i Kaazara.
-Okej.-i ruszyliśmy.
-Gdy doszliśmy przywidałam się z Blue.
-Witaj kochana.-powiedziałam i oparłam się o jej pysk.
Odpowiedział mi uśmiech i obłoczek dymu z nozdrzy. Wtedy spojrzała na Rivera. Znowu z jej nozdrzy buchnął dym ale wzrok wydawał się przeszywać Rivera i potem znów spojrzała na mnie z " Czy jesteś tego pewna". "Tak jestem" spojrzałam na nią z uśmiechem.
Następnie poszliśmy do Kaazarda który przywitał się z Riverem. Poszliśmy na spacer a Blue cały czas nie spuszczała wzroku z Rivera.
-Może polatamy?- zaproponowałam
-Przecież wiesz że nie nie umiem latać- naburmuszył się, ale ja szybko skoczyłam na kark Blue.
Zrozumiał o co mi chodzi i wskoczył na kark Kaazarda.
Poszybowaliśmy na naszych towarzyszach. Robiliśmy baczki i salta.
-JUUUUHHUUU! TAAAAA- wrzeszczał River nie widziałam go tak uradowanego.
-Trzymaj się -zaśmiałam się do niego , ale oczywiście jak na złość gdy Kaazard robił obrót, zachwiał się i stracił równowagę.
-NIEEE!- krzyknęłam i zeskoczyłam z Blue.
Leciałam starałam się nabierać prędkości. Leciałem... bo ja wiem 60km na godzinę ?
-Zostaw mnie krzyknął River.
Nie słuchałam go. Był już tak blisko i jednocześnie tak blisko ziemi.
-Podaj mi łapę!- zawyłam.
Odepchnął ją z gniewem w oczach.Złapałam go mocno teraz razem spadaliśmy, byliśmy już blisko ziemi ale ja starałam się wlecieć w górę. Wiedziałam że to nic nie da ale przynajmniej złagodzi upadek.
Walnęliśmy mocno w grunt i przeturlaliśmy się.
Uniosłam jedno oko zobaczyłam piękny obraz
Nie mogłam się nim zachwycać. Obejrzałam się zobaczyłam czarne futro Rivera. Stanęłam poczułam piekący bul (chyba miałam złamane wszystkie kości)upadłam. Ostatkiem sił podciągnęłam sie do niego i oparłam pysk o jego. Chyba otworzył oczy,ale ja właśnie zemdlałam.

(dokończ River)

środa, 17 października 2012

Od Rivera

Operacja dobiegła końca. Mogłem sam chodzić lecz sprawiało mi to wielki ból. Bawiło mnie zachowanie Damona. Zazdrośnik! Najwyraźniej dziewczyny wolą takich jak ja. Poszedłem do Minerai. Kiedy weszłem do jaskini alf, Minerai przytuliła mnie mocno.
- Dobrze że nic ci się nie stało! - powiedziała.
- Mi się nigdy nic nie stanie! I zawsze wrócę. - przytuliłem ją mocniej.
Przytulaliśmy się przez chwilę, dopuki nie spostrzegłem że obserwuje nas Kan.
Puściłem Minerai.
- A aaa, cz... cześć Kan. M... my tylko.... - mówiłem lecz język mi zdrętwiał.
- Nie nie!! Spoko, nie przeszkadzajcie sobie. - zaśmiał się Kan.
Odwróciłem się do Minerai.
- Przejdziemy się? Jeżeli masz czas. - zapytałem.
- Czemu nie. - odpowiedziała.
Usłyszałem jeszcze cichy śmiech Kana i skierowałem się do wyjścia.

(Proszę, dokończ Minerai albo ktoś inny (np. Kan)

czwartek, 11 października 2012

Blog.

Zapraszam na bloga o magicznych wilkach. Prowadzę go sama, rozdziały będę dodawała ok. co tydzień.
http://wataha-opowiesci.blogspot.com/

wtorek, 9 października 2012

Od Damon'a


-Pokonaliśmy zmiechy i przeżyliśmy.- Powiedziała cicho Sayona kiedy szliśmy w stronę jaskini Moon.
-Co w tym dziwnego?- Spytałem nie rozumiejąc. Sayona przybrała poważną minę.
-Już z nimi walczyłam, wtedy było nas więcej, a i tak przegraliśmy...- Zamilkła i spojrzała na mnie. Zacząłem czytać w jej myślach.
-Say, nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
-Prosiłam, żebyś nie mówił do mnie Say.- Powiedziała i weszła do jaskini Moon. Zrobiłem to samo.
W jaskini było tłoczno: Moon, Zeneth, Shonny i Flora krzątali się przy Riverze, a Anaja z Kasimem siedzieli obok. Sayona od razu podbiegła do Rivera,
-Co z nim?- Spytała zatroskana. Zazdrościłem Riverowi, że potrafił sprawić by troszczyła się o niego.
-Zdrowieje, choć porządnie dostał.- Odpowiedział Shonny. Odetchnęła z ulgą. Podeszła bliżej i pogłaskała go po czarnej grzywie.
-Będzie dobrze.- Wyszeptała. Potem popatrzyła na mnie smutnymi oczami i odeszła.
Wściekły wybiegłem z jaskini. Jak to możliwe?! On ma dziewczynę, jest wredny...wyliczałem, a ona?! Traktuje go jak rodzinę!
Pobiegłem do swojej jaskini i zatrzasnąłem drzwi.


c.d. kto chce?

wtorek, 2 października 2012

Od Rivera


Ellie leciała wysoko nad drzewami. Nie mogłem się ruszyć, byłem wykończony. Traciłem krew. Na szczęście szybko dolecieliśmy do uzdrowicielki. Pracowali przy mnie wszyscy lekarze min. Moon, Zeneth, Shonny i Flora. Nagle podbiegła Anaja i Kasim.
- Co się stało? - zawyła Anaja lecz nikt nnie odpowiedział.
Podeszła do mnie i przyjża.ła mni się. Również na nią popatrzyłem.
- Jak odzyskam siły to cię uduszę, gnomie. - powiedziałem do niej. - Za tą akcję z Minerai.
- Policzysz się ze mną, ale oszczędzaj energię. - powiedziała troskliwie (co było żadko spotykane).
Po kilku minutach weszli Sayona i Damon.
- Dzie... dzięk... uje w... wam. - wydukałem przez obolałe szczęki.
Nie wiem co stało się dalej bo usnąłem.

C. D. N.
(Dokończy Damon albo Sayona)

poniedziałek, 1 października 2012

Od Sayony

Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. "Za wcześnie na śniadanie" pomyślałam. Nagle zobaczyłam Damona i Rivera, i myślałam, że serce mi stanie. River odciągał uwagę zmiechów, podczas gdy Damon chciał otworzyć klatkę.
-Klucz ma człowiek siedzący w największym namiocie!- Krzyknęłam widząc jego mozolne wysiłki. Wilk natychmiast pobiegł do wskazanego namiotu. Usłyszałam krzyki, wycie. Ale teraz zajęłam się Riverem. Chciałam mu przekazać jak najwięcej informacji, które znałam. "Potrzebny ci smok" myślałam "boją się ognia i światła". Niestety dobrze wiedziałam, że i ja, i River, i Damon jesteśmy wilkami mroku, więc nie mamy zbyt wiele wspólnego ze światłem. Po chwili do mojej klatki przybiegł Damon i otworzył ją. Kazał mi uciekać.
-Nie ma mowy.- Zaprotestowałam.- Nie zostawię tu Rivera.
-Słuchaj, nie pozwolę ci zginąć.
-Kto powiedział, że zginę?- Rzekłam ironicznie.- Pobiegnij jak najszybciej możesz i przyprowadź tu smoki. Wszystkie.
-Ale Say...
-KAZAŁAM CI COŚ!- Warknęłam i pobiegłam w stronę Rivera. Był wycieńczony, zmiechy stanowiły przeciwników nie do pokonania w pojedynkę.
-Co ty robisz? Kazałem wam uciekać!- Wychrypiał, leżąc na ziemi i próbując odgonić krwiożercze istoty.
-Kazałeś to Damonowi, nie mi. Sam tu nie dasz rady, zginiesz.- Stwierdziłam.
Wyciszyłam się i zaczęłam przyzywać duchy. Stopniowo ogarniał mnie spokój. Wokół mnie wiał chłodny, bezlitosny wiatr, więc zmiechy nie mogły się zbliżyć. Nawet ptaki przestały śpiewać. Po chwili pojawiły się duchy. Było ich mnóstwo. Niszczyły wszystko na swojej drodze. W tym czasie zbliżyłam się do Rivera, podniosłam go, uczyniłam nas niewidzialnymi i zaczęliśmy powoli uciekać.
Przyleciał Damon. Smoki na widok zmiechów ryknęły. Kazałam zostać Elec, żeby wzięła Rivera na swój grzbiet. Samiec chciał protestować, ale widząc moją determinację odpuścił. Ellie i River odlecieli.
My z Damonem zostaliśmy, aby odprawić duchy i zabrać smoki do jaskini. Na miejscu zastaliśmy istne pobojowisko.
-Dobra robota.- Pochwalił Damon.
-Zabierzesz już smoki?- Spytałam. Damon popatrzył na mnie.
-Pewnie. Chcesz potem przyjść do mnie na kolację?
-Bardzo chętnie.- Uśmiechnęłam się słabo. Kontakty z duchami są wyczerpujące. Gdy Damon już poszedł, podziękowałam duchom i pożegnałam ich. Stałam tam chwilę, zastanawiając się czy Electras zdążyła zanieść Rivera do uzdrowicielki, ale zaraz się uspokoiłam, bo usłyszałam w głowie jego głos: "Dzięki, naprawdę. Jesteście cali? Mną zajmuje się teraz Moon, tak więc nie martw się."
Uśmiechnęłam się. "Może wszystko się ułoży" pomyślałam i poszłam w stronę watahy.


C.D. River

Od Rivera

Piłem wodę z wodospadu kiedy dobiegły do mnie myśli Sayony. Stanąłem zamurowany. Pazury wbiłem głęboko w ziemię i szeroko otworzyłem oczy.
- Damon!!!! - wrzasnąłem i pobiegłem do niego.
Kiedy dobiegłem do jego nory, nie wychamowałem i wyrwałem drzwi z zawiasów. Damon stanął jak wryty nie mogąc otworzyć ust.
- Nie pytaj! Trzeba pomóc Sayonie! - powiedziałem i wybiegłem.
On pobiegł za mną.
- O co chodzi? - zapytał.
- O to chodzi że Say jest w niebezpieczeństwie. Napadły ją te sza... zma... yyy.... - jąkałem się.
- Zmiechy?
- Miałem to na końcu języka. - powiedziałem z ironią.
Nagle Damon zatrzymał się.
- Żeby pokonać zmiechy potrzeba nas więcej. - odparł i zaczął wyć.
Ja równiesz się przyłączyłem. Wyłem całą piersią aby wiadomość poleciała jak najdalej.
- Chodźmy! - warknąłem ale było to raczej polecenie.

***************************************************************************

Po dłuuuugim czasie sprintu i tropienia natrafiliśmy na wioskę ludzi. Widzieliśmy obrzydliwe zmiechy gryzące kości i śmiejących się ludzi.
- Damon, zakradnijmy się od południa. Tam widzę klatki. - szepnąłem.
- OK, ale jak ominąć te zmiechy? - pokazał łapą na zmiechy pilnujące klatek.
- Załatwimy ich główką, kolego. Główką! - powiedziałem główką.
- Dobrze, ale pamiętaj że jesteś tu szefem! - warknął.
Popatrzyłem na niego chwilę i powiedziałem:
- Chodźmy uratować twoją dziewczynę.
Chyba za bardzo trzymałem się żartów bo Damon rzucił się na mnie i przygwoździł do ziemi.
- To nie jest moja dziewczyna!
- Teraz musimy działać wspólnie. - odpowiedziałem nadal leżąc. - Gramy do jednej bramki.
Wstałem i otrzepałem się.
- Teraz tak. Ja odwrócę uwagę zmiechów i odciągne je od klatek. Ty spróbujesz otworzyć Sayonę. Uciekajcie i nie czekajcie na mnie. - powiedziałem.
- A jeśli ludzie nas odkryją? - zapytał Damon.
- Coś wymyśl. - rzuciłem i pobiegłem na łąkę niedaleko zmiechów. Zawyłem krótko i kilka zmiechów pobiegło do mnie. Zaklnąłem pod nosem i zaatakowałem je. Za każdym uderzeniem cofałem się coraz bardziej byle jak najdalej od wioski. Atakowałem wściekle ale nie mogłem się równać z ich siłą. Zalałem się krwią. W jednej chwili wszystkie naraz natarły na mnie łamiąc mi kości. Kiedy uznały mnie za martwego odeszły. Widziałem tylko jak Damon próbuje otworzyć klatkę. Spojżałem w górę i zobaczyłem piękny księżyc w pełni. Uśmiechnąłem się i zamknąłem oczy. Czułem jeszce jak wygasa we mnie życie. Wydawałem się martwy lecz moje silne serce próbowało jeszcze pracować.

C. D. Sayona lub Damon