poniedziałek, 1 października 2012

Od Rivera

Piłem wodę z wodospadu kiedy dobiegły do mnie myśli Sayony. Stanąłem zamurowany. Pazury wbiłem głęboko w ziemię i szeroko otworzyłem oczy.
- Damon!!!! - wrzasnąłem i pobiegłem do niego.
Kiedy dobiegłem do jego nory, nie wychamowałem i wyrwałem drzwi z zawiasów. Damon stanął jak wryty nie mogąc otworzyć ust.
- Nie pytaj! Trzeba pomóc Sayonie! - powiedziałem i wybiegłem.
On pobiegł za mną.
- O co chodzi? - zapytał.
- O to chodzi że Say jest w niebezpieczeństwie. Napadły ją te sza... zma... yyy.... - jąkałem się.
- Zmiechy?
- Miałem to na końcu języka. - powiedziałem z ironią.
Nagle Damon zatrzymał się.
- Żeby pokonać zmiechy potrzeba nas więcej. - odparł i zaczął wyć.
Ja równiesz się przyłączyłem. Wyłem całą piersią aby wiadomość poleciała jak najdalej.
- Chodźmy! - warknąłem ale było to raczej polecenie.

***************************************************************************

Po dłuuuugim czasie sprintu i tropienia natrafiliśmy na wioskę ludzi. Widzieliśmy obrzydliwe zmiechy gryzące kości i śmiejących się ludzi.
- Damon, zakradnijmy się od południa. Tam widzę klatki. - szepnąłem.
- OK, ale jak ominąć te zmiechy? - pokazał łapą na zmiechy pilnujące klatek.
- Załatwimy ich główką, kolego. Główką! - powiedziałem główką.
- Dobrze, ale pamiętaj że jesteś tu szefem! - warknął.
Popatrzyłem na niego chwilę i powiedziałem:
- Chodźmy uratować twoją dziewczynę.
Chyba za bardzo trzymałem się żartów bo Damon rzucił się na mnie i przygwoździł do ziemi.
- To nie jest moja dziewczyna!
- Teraz musimy działać wspólnie. - odpowiedziałem nadal leżąc. - Gramy do jednej bramki.
Wstałem i otrzepałem się.
- Teraz tak. Ja odwrócę uwagę zmiechów i odciągne je od klatek. Ty spróbujesz otworzyć Sayonę. Uciekajcie i nie czekajcie na mnie. - powiedziałem.
- A jeśli ludzie nas odkryją? - zapytał Damon.
- Coś wymyśl. - rzuciłem i pobiegłem na łąkę niedaleko zmiechów. Zawyłem krótko i kilka zmiechów pobiegło do mnie. Zaklnąłem pod nosem i zaatakowałem je. Za każdym uderzeniem cofałem się coraz bardziej byle jak najdalej od wioski. Atakowałem wściekle ale nie mogłem się równać z ich siłą. Zalałem się krwią. W jednej chwili wszystkie naraz natarły na mnie łamiąc mi kości. Kiedy uznały mnie za martwego odeszły. Widziałem tylko jak Damon próbuje otworzyć klatkę. Spojżałem w górę i zobaczyłem piękny księżyc w pełni. Uśmiechnąłem się i zamknąłem oczy. Czułem jeszce jak wygasa we mnie życie. Wydawałem się martwy lecz moje silne serce próbowało jeszcze pracować.

C. D. Sayona lub Damon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz