wtorek, 9 października 2012

Od Damon'a


-Pokonaliśmy zmiechy i przeżyliśmy.- Powiedziała cicho Sayona kiedy szliśmy w stronę jaskini Moon.
-Co w tym dziwnego?- Spytałem nie rozumiejąc. Sayona przybrała poważną minę.
-Już z nimi walczyłam, wtedy było nas więcej, a i tak przegraliśmy...- Zamilkła i spojrzała na mnie. Zacząłem czytać w jej myślach.
-Say, nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
-Prosiłam, żebyś nie mówił do mnie Say.- Powiedziała i weszła do jaskini Moon. Zrobiłem to samo.
W jaskini było tłoczno: Moon, Zeneth, Shonny i Flora krzątali się przy Riverze, a Anaja z Kasimem siedzieli obok. Sayona od razu podbiegła do Rivera,
-Co z nim?- Spytała zatroskana. Zazdrościłem Riverowi, że potrafił sprawić by troszczyła się o niego.
-Zdrowieje, choć porządnie dostał.- Odpowiedział Shonny. Odetchnęła z ulgą. Podeszła bliżej i pogłaskała go po czarnej grzywie.
-Będzie dobrze.- Wyszeptała. Potem popatrzyła na mnie smutnymi oczami i odeszła.
Wściekły wybiegłem z jaskini. Jak to możliwe?! On ma dziewczynę, jest wredny...wyliczałem, a ona?! Traktuje go jak rodzinę!
Pobiegłem do swojej jaskini i zatrzasnąłem drzwi.


c.d. kto chce?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz