poniedziałek, 1 października 2012

Od Sayony

Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. "Za wcześnie na śniadanie" pomyślałam. Nagle zobaczyłam Damona i Rivera, i myślałam, że serce mi stanie. River odciągał uwagę zmiechów, podczas gdy Damon chciał otworzyć klatkę.
-Klucz ma człowiek siedzący w największym namiocie!- Krzyknęłam widząc jego mozolne wysiłki. Wilk natychmiast pobiegł do wskazanego namiotu. Usłyszałam krzyki, wycie. Ale teraz zajęłam się Riverem. Chciałam mu przekazać jak najwięcej informacji, które znałam. "Potrzebny ci smok" myślałam "boją się ognia i światła". Niestety dobrze wiedziałam, że i ja, i River, i Damon jesteśmy wilkami mroku, więc nie mamy zbyt wiele wspólnego ze światłem. Po chwili do mojej klatki przybiegł Damon i otworzył ją. Kazał mi uciekać.
-Nie ma mowy.- Zaprotestowałam.- Nie zostawię tu Rivera.
-Słuchaj, nie pozwolę ci zginąć.
-Kto powiedział, że zginę?- Rzekłam ironicznie.- Pobiegnij jak najszybciej możesz i przyprowadź tu smoki. Wszystkie.
-Ale Say...
-KAZAŁAM CI COŚ!- Warknęłam i pobiegłam w stronę Rivera. Był wycieńczony, zmiechy stanowiły przeciwników nie do pokonania w pojedynkę.
-Co ty robisz? Kazałem wam uciekać!- Wychrypiał, leżąc na ziemi i próbując odgonić krwiożercze istoty.
-Kazałeś to Damonowi, nie mi. Sam tu nie dasz rady, zginiesz.- Stwierdziłam.
Wyciszyłam się i zaczęłam przyzywać duchy. Stopniowo ogarniał mnie spokój. Wokół mnie wiał chłodny, bezlitosny wiatr, więc zmiechy nie mogły się zbliżyć. Nawet ptaki przestały śpiewać. Po chwili pojawiły się duchy. Było ich mnóstwo. Niszczyły wszystko na swojej drodze. W tym czasie zbliżyłam się do Rivera, podniosłam go, uczyniłam nas niewidzialnymi i zaczęliśmy powoli uciekać.
Przyleciał Damon. Smoki na widok zmiechów ryknęły. Kazałam zostać Elec, żeby wzięła Rivera na swój grzbiet. Samiec chciał protestować, ale widząc moją determinację odpuścił. Ellie i River odlecieli.
My z Damonem zostaliśmy, aby odprawić duchy i zabrać smoki do jaskini. Na miejscu zastaliśmy istne pobojowisko.
-Dobra robota.- Pochwalił Damon.
-Zabierzesz już smoki?- Spytałam. Damon popatrzył na mnie.
-Pewnie. Chcesz potem przyjść do mnie na kolację?
-Bardzo chętnie.- Uśmiechnęłam się słabo. Kontakty z duchami są wyczerpujące. Gdy Damon już poszedł, podziękowałam duchom i pożegnałam ich. Stałam tam chwilę, zastanawiając się czy Electras zdążyła zanieść Rivera do uzdrowicielki, ale zaraz się uspokoiłam, bo usłyszałam w głowie jego głos: "Dzięki, naprawdę. Jesteście cali? Mną zajmuje się teraz Moon, tak więc nie martw się."
Uśmiechnęłam się. "Może wszystko się ułoży" pomyślałam i poszłam w stronę watahy.


C.D. River

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz