Przechadzałam się beztrosko po okolicy. Zaopiekowałem się już
towarzyszami a zwłaszcz moim Tio. Znalazłem go niedawno wśrud spalonych
drzew. Był chory i miał złamaną nogę. Miał w tedy zaledwie 1 metr
wzrostu, ale kiedy się nim zaopikowałem, w tydzień urusł z 6-7metrów i
od tamtej pory się przyjaźnimy.
Myślełem o niczym. Przechodziłem właśnie koło jaskini alf i coś mi kazało zapykać. Otworzył Rocky.
-Hej jest Scylla.-powiedziałem pewnie chociaż na takiego się nie czułem.
Rocky zmierzył mnie wzrokiem.
-Pewnie.-powiedział nagle z wielki uśmiechem.-SCYLLA KTOŚ DO CIEBIE.-tak krzyknął że omal mi nie pękły bębęki.
Zbiegła.
-Czemu tak krzyczysz?-spytała Rockiego, a on kiwnął głową na mnie.
-Oo część -zwróciła się do mnie. Po czym spojrzała na brata każąc mu iść.
-Dobra zostawiam was... -widziałem jego uśmiech, był letko denerwujący, ale pomocny.
-Hej Scylla-wyjąkałem.- Chcesz się przejść? Będziemy mogli pobiegać, trochę polatać...
(Prooooszee dokończ Scylla)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz