Po kłótni z Sayoną wróciłem do domu. Na początku byłem obrażony na cały
świat ale doszłem do wniosku że to ja jestem wszystkiemu winien. Sayona
ma rację. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. To dobry moment. Zmienie
się. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Rukię. Już miałem warknąć "Czego
chcesz?" ale przypomniałem sobię przysięgę.
- Witaj River, mam takie pytanko wiesz gdzie może być Len? - zapytała.
- Widziałem go parę dni temu, ale gdzie jest teraz nie wiem. Wyślę Kaazara na poszukiwania i sam też się rozejżę.
- Dzięki. Lepiej żeby się znalazł. - odpowiedziała
- Napewno wróci gdziekolwiek jest.
Kiedy Rukia odeszła ja wysłałem Kaazara i sam poszedłem do Sayony. Po
drodzę ćwiczyłem co mam powiedzieć. Ale skoro kiedyś przeprosiłem
Minerai to czemu nie Sayonę. Stanąłem przed jej drzwiami. Zapukałem. Nie
otworzyła.
- Odejdź River! - usłyszałem głos ze środka jaskini.
- A mogę cię chociaż przeprosić?
- Odejdź!
No i obrzucaliśmy się tak ciętymi ripostami przez drzwi.
- Słuchaj, źle zrobiłem! Przepraszam cię, masz rację! To ja jestem ten
ZŁY! Przykro mi! I jeszcze raz przepraszam! - rzuciłem i odeszłem mocno
stawiając łapy o ziemię.
<Sayona, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz