wtorek, 18 grudnia 2012

Od Roxi



Gdy przechadzałam się po terenie watahy zauważyłam parę alf:
-Dzień dobry państwu, jak tam dzień?-zapytałam radośnie
-Dzień dobry Roxi, dobrze.-odpowiedzieli i poszli dalej.
Szkoda mi ich było ta cała Amber mocno zachwiała ich związkiem,była podła ja można być aż tak pokręconą wilczycą?Tak myśląc dotarłam do tego miejsca:

Był tam wilk, podzeszłam i przywitałam się:
-Hej nazywam się Roxi, a ty?-zapytałam
-Jestem Rocky-odpowiedział,nie ukrywam że mi się spodobał ale...czy ja mu? To na razie pozostanie tajemnicą,chciałam się dowiedzieć kim on jest i ogólnie.
(Rocky?)

sobota, 15 grudnia 2012

Nowa wilczyca- Roxi

Roxi


imię: Roxi
status: wojowniczka
wiek: 1,9 lata
płeć: samica
boski opiekun: Posejdon i Afrodyta
marzenia: zostać partnerką Kana
moce: oddychanie pod wodą, władanie wodą, teleportacja, i wszystko co jest związane z wodą
partner/partnerka: jest zakochana po uszy w Kanie
dzieci: brak
rodzeństwo: jest jedynaczką
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Gdy szłam w poszukiwaniu jakiejś watahy natknęłam się na tą.
charakter: miła,uprzejma, romantyczna, odważna, zwinna, mądra,radosna
Właściciel: kler369
Inne zdjęcia:

Nowa członkini- Sara

Sara


imię: Sara
status: nocna strażniczka
wiek: 2 lata
płeć: samica
boski opiekun: Nyks, Afrodyta
marzenia: woli nie mówić
moce: potrafi stać się niewidzialna, widzi w ciemności, włada ciemnością
partner: szuka
dzieci: nie ma
rodzeństwo: zaginiona siostra
jak trawiłaś tutaj: Gdy byłam mała rodzice mnie porzucili, gdyż nie chcieli mieć dziecka z mocą cienia. Błąkałam się po różnych watahach aż trafiłam tutaj
charakter: poważna, nie lubi wilków którzy chcą jej się podlizać, lecz potrafi być kochająca

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Nowa członkini- Finezja!

Finezja


imię: Finezja
status: strażniczka
wiek: 2 lata
płeć: samica
boski opiekun: Afrodyta
marzenia: Być partnerką Rocki'ego i mieć z nim dzieci
moce: ma czar piękności, umie zabić śpiew, ma moce telepatyczne, umie władać miłością ( ale nie swoją )
partner/partnerka: zakochana w Rocki'm
dzieci:brak
rodzeństwo:brak
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Włóczyłam się sama po lesie i zobaczyłam jakąś watahę a że nie miałam to wstąpiłam.
charakter: miła, zabawna, pomocna,romantyczna

piątek, 30 listopada 2012

Od Atlantydy- poród


    
   
Spacerowałam po watasze. Ngle poczułam skurcz. Rodziłam.
-Rose!-krzyknęłam kiedy doczłapałam do jej nory.-Rodzę!-Rose zajęła się mną i już po chwili widziałam przed sobą taką waderę:

imię: Mira
status: Przyszła wojowniczka
wiek: Tydzień (nieśmiertelna)
płeć: Wadera
boski opiekun: Eol
marzenia: Nie ma
moce: Przyrody, śmierci, śiwatła i ciemności, moce wojownicze
partner/partnerka: Za młoda
dzieci: Nie ma
rodzeństwo: Nie ma
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Urodziłam się tu.
charakter: Odważna, raczej miła, często agresywna, śmiała, inteligentna, buntowniczka, wojowniczka, niepokorna
Właściciel: piwonia

czwartek, 22 listopada 2012

Od Atlantydy- historia z dawnego życia.

Uciekałam jak najdalej się dało... Nie mogłam w to uwierzyć. Mój mąż zbuntował przeciw mnie całą watahę i zostawił. Wiedziałam, że tak będzie...Jak tylko dowiedział sie o ciąży zostawił mnie. Zmęczona biegiem zwolniłam i trafiłam na fioletową wilczycę. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć zemdlałam. Obudziłam się w jakiejś jaskini. Nie wiedziałam co się stało. Po chwili usłyszałam głosy w mojej głowie.
-,,Idź za mną. Będziesz bezpieczna. Nie bój się".-po chwili odezwał się drógi głos:
-,,Idź za mną. Będziesz mądra. Nie lękaj się"-poznałam te głosy. To Demeter i Atena kłóciły się o to która ma być moją opoiekunką. Kiedy odzyskałam świadomośc zdeczydowałam, że wybiorę obie. Podczas tej rozmowy do jaskini weszła jakaś samica i powiedziała:
-Nie wiem czy ci wiadomo ale jesteś w 9 miesiącu ciązy...
-Tak wiem...-powiedziałam wstałam i już miałam wyjść kiedy mnie zatrzymała.
-Może dołączysz do mojej watahy?
-Chętnie ale nie wiem jak ci na imię.-powiedziałam niepewnie.
-Rose.Samica alfa.-po tych słowach natychmiast ukłoniłam się w pasie. Rose rozmawiała ze mną jeszcze przez chwilę a potem dołączyłam do watahy.

Od Rivera

Po tym jak dowiedziałem się o tym że Amber urodziła myślałem że padnę. Mało nam nieszzczęść w watasze? Odejście ponad połowy wilków to i tak za duża "plaga".

- Słyszałeś to Amber? - zagadałem pewnego dnia Kaazara.
- Niestety tak. Nieciekawa sytuacja. - odpowiedział feniks układając się w jego gnieździe.
Kiwnąłem głową.
- Jak myślisz? Wyrzucą ją? - spytałem
- Nie wiem. Być może - powiedział Kaazar ukłając kępy trawy w gnieździe.

Następnego dnia poszedłem odwiedzić Minerai. Wszedłem do jaskini alf. Minerai leżała na łóżku. Podeszłem do niej. Wilczyca powoli otworzyła oczy.
- Jak się czujesz? - spytałem i pogładziłem ją po grzywce.

<Minerai-proszę dokończ!>

Potomstwo Amber.

Eveline

Florian

Silver

Nowa członkini- Atlantyda

Atlantyda


imię: Atlantyda
status: wojowniczka
wiek: 2000 lat (nieśmiertelna)
płeć: wadera
boski opiekun: Demeter i Atena
marzenia: nie ma
moce: wszystkich żywiołów, niewidzialność, moce wojownicze, moce światła
partner/partnerka: ma ale nie chce go widzieć po tym co jej zrobił
dzieci: będzie mieć
rodzeństwo: zgięło (tak przynajmniej uważa)
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Kiedyś byłam alfą watahy lecz mój mąż kiedy zaszłam w ciąże wypędził mnie.Błąkałam się i trafiłam tu.
charakter:raczej miła, odpowiedzialna, wierna, inteligentna ale jak ktoś ją wkurzy to ma przerąbane.
Właściciel: piwonia

poniedziałek, 19 listopada 2012

Od Amber

Już długi czas więzili mnie bezsensownie w tej elektrycznej kulce. Codzień musiałam znosić widoki Wizarda i Rose przechadzających się po terenach watahy. Codziennie dawali mi po dziku, a ja nadal byłam głodna, co dziwne mój brzuch rósł z każdym dniem.
,,-Czyżbym była w ciąży?"- rozmyślałam każdego dnia.
Pewnego ranka poczułam mocny skurcz.
-Ja...ja rodzę!- krzyknęłam z całej siły.
River podszedł do mnie, wypuścił z bańki i czym prędzej zaniósł do Rose.
-Rose ona rodzi.- powiedział zdyszany.
-Szybko połóż ją na łózku.- powiedziała oszołomiona wilczyca.
Poród przechodził wolno i boleśnie. Po godzinie urodził się pierwszy chłopiec, potem dziewczynka, a po wielkiej udręce na świat przyszedł ostatni syn.
(niech ktoś dokończy)

Znów aktywna!

Jak zapewne zauważyliście wataha nie była aktywna przez jakiś czas, bardzo dziękuje tym, którzy nie opuścili watahy.

WATAHA ZNÓW AKTYWNA!
Co prawda nie ma ona juz tak wielu członków jak dotychczas, ale myślę, że szczęśliwie się rozkręci.
PS. Ci którzy odeszli mogą w każdej chwili do nas wrócić.

czwartek, 1 listopada 2012

Nowa wilczyca- Crystal

Crystal
imię: Crystal
status: łowczyni
wiek: 2,5 roku
płeć: Samica
moce: Władanie mocami przyrody np. Woda,Ogień
partner/partnerka: Poszukuje
dzieci: Brak
rodzeństwo: Brak
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Dobiegłam
charakter: Miła,zgrabna,szybka,zwinna,urocza,romantyczna,odważna,dobra,przyjacielska,lubi ryzyko,lubi wyzwania.

UWAGA! UWAGA!

Jak pewnie zauważyliście w watasze trochę się zepsuło. Zmieniłam formularz. Proszę wysłać go do mnie (bezimienna) na jeden z podanych adresów. Ten kto nie wyśle mi go do końca tygodnia zostanie wyrzucony z watahy.

poniedziałek, 22 października 2012

Od Rivera- c.d. historii Minerai


Powoli wstałem na chwiejnych nogach. Zobaczyłem Minerai.
- Minerai!! - zawyłem mając łzy w oczach.
Przyłożyłem pysk do jej pyska. Zanosiłem się łzami. Sprawadziłem czy oddycha. Bardzo słabo. Wyczułem że ma połamane kości. Nadleciała Blue a za nią Kaazar. Blue zobaczyła Minerai. Odepchnęła mnie tak, że walnąłem się o drzewo, i położyła się przy Minerai. Kiedy chciałem podejść ryknęła na mnie z ogniem w oczach.
"Co ty jej zrobiłeś!"
Nie wiedziałem co powiiedzieć.
"Ja..... nie wiem czemu jej nie złapałem. Tak to byśmy nie spadli."
"Wiedziałam że nie jeseś dla niej odpowiedni." - powiedziała z goryczą Blue.
" Wiem że to moja wina, ale teraz musimy jej pomóc! Ty i Kaazar musicie wezwać pomoc! Ja zostanę z nią."
"Ona z tobą nie zostanie!"
"To nie pora na kłótnię! Minerai może nie przeżyć transportu, naawet lecąc na tobie."
Blue w końcu się posłuchała i poleciała razem z Kaazarem w stronę watahy.
Położyłem się przy Minerai.
- Oh, co ja ci zrobiłem. Nie wiem czy to słyszysz ale kocham cię. Kocham cię bardziej niż ktokolwiek inny. Czemu cię nie złapałem? To moja wina! Teraz mogę cię stracić. - mówiłem nie powstrzymując łez.
Zobaczyłem że pod korzeniami starego drzewa które rosło za nami jest mała nora. Ostrożnie zaniosłem Minerai do jaskini i czekałem aż wrócą Kaazar i Blue.
- To ja powinienem teraz cierpieć a nie ty. - powiedziałem do Minerai.

C. D. N.
[Minerai, zalecane jest żebyś dokończyła (jak nie chcesz to ja zrobię ciąg dalszy)]

sobota, 20 października 2012

Od Luveita- Adopcja

Patrzyłem na szczenięta, w każdym było coś intrygującego. Wpatrywałem się w małego Kibę, gdy do pokoju weszła wolontariuszka z małym samczykiem. Mały usiadł w kącie i wpatrywałsię w bawiące się szczeniaki. Razem z Natsu podeszliśmy do wolontariuszki.
-Przepraszam, kto to jest?- spytała Natsu patrząc na małego.
-To Jerycho, znaleźliśmy go wczoraj w lesie. Jest spokojny.
-Właśnie, takiego dziecka szukaliśmy. Chcielibyśmy go adoptować.- powiedzieliśmy razem z Natsu.
-Dobrze. Przygotuję jego rzeczy.- powiedziała.
Czekaliśmy nie całe 30 min. a Jerycho był już gotowy do wyjścia. Gdy doszliśmy do jaskini, zaprowadziliśmy samczyka do jego pokoju. Widać, że był uradowany.
(dokończ Natsu)

Od Minerai- c.d. historii Rivera

    
   
-Wybacz mi, wiesz jaki jest Kan-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Ech wiem aż za dobrze.-odparł
-Haha wiem aż za dobrze. Gdzie idziemy?-spytałam.
-Może...-zamyślił się.
-Dobra chodźmy może do Blue i Kaazara.
-Okej.-i ruszyliśmy.
-Gdy doszliśmy przywidałam się z Blue.
-Witaj kochana.-powiedziałam i oparłam się o jej pysk.
Odpowiedział mi uśmiech i obłoczek dymu z nozdrzy. Wtedy spojrzała na Rivera. Znowu z jej nozdrzy buchnął dym ale wzrok wydawał się przeszywać Rivera i potem znów spojrzała na mnie z " Czy jesteś tego pewna". "Tak jestem" spojrzałam na nią z uśmiechem.
Następnie poszliśmy do Kaazarda który przywitał się z Riverem. Poszliśmy na spacer a Blue cały czas nie spuszczała wzroku z Rivera.
-Może polatamy?- zaproponowałam
-Przecież wiesz że nie nie umiem latać- naburmuszył się, ale ja szybko skoczyłam na kark Blue.
Zrozumiał o co mi chodzi i wskoczył na kark Kaazarda.
Poszybowaliśmy na naszych towarzyszach. Robiliśmy baczki i salta.
-JUUUUHHUUU! TAAAAA- wrzeszczał River nie widziałam go tak uradowanego.
-Trzymaj się -zaśmiałam się do niego , ale oczywiście jak na złość gdy Kaazard robił obrót, zachwiał się i stracił równowagę.
-NIEEE!- krzyknęłam i zeskoczyłam z Blue.
Leciałam starałam się nabierać prędkości. Leciałem... bo ja wiem 60km na godzinę ?
-Zostaw mnie krzyknął River.
Nie słuchałam go. Był już tak blisko i jednocześnie tak blisko ziemi.
-Podaj mi łapę!- zawyłam.
Odepchnął ją z gniewem w oczach.Złapałam go mocno teraz razem spadaliśmy, byliśmy już blisko ziemi ale ja starałam się wlecieć w górę. Wiedziałam że to nic nie da ale przynajmniej złagodzi upadek.
Walnęliśmy mocno w grunt i przeturlaliśmy się.
Uniosłam jedno oko zobaczyłam piękny obraz
Nie mogłam się nim zachwycać. Obejrzałam się zobaczyłam czarne futro Rivera. Stanęłam poczułam piekący bul (chyba miałam złamane wszystkie kości)upadłam. Ostatkiem sił podciągnęłam sie do niego i oparłam pysk o jego. Chyba otworzył oczy,ale ja właśnie zemdlałam.

(dokończ River)

środa, 17 października 2012

Od Rivera

Operacja dobiegła końca. Mogłem sam chodzić lecz sprawiało mi to wielki ból. Bawiło mnie zachowanie Damona. Zazdrośnik! Najwyraźniej dziewczyny wolą takich jak ja. Poszedłem do Minerai. Kiedy weszłem do jaskini alf, Minerai przytuliła mnie mocno.
- Dobrze że nic ci się nie stało! - powiedziała.
- Mi się nigdy nic nie stanie! I zawsze wrócę. - przytuliłem ją mocniej.
Przytulaliśmy się przez chwilę, dopuki nie spostrzegłem że obserwuje nas Kan.
Puściłem Minerai.
- A aaa, cz... cześć Kan. M... my tylko.... - mówiłem lecz język mi zdrętwiał.
- Nie nie!! Spoko, nie przeszkadzajcie sobie. - zaśmiał się Kan.
Odwróciłem się do Minerai.
- Przejdziemy się? Jeżeli masz czas. - zapytałem.
- Czemu nie. - odpowiedziała.
Usłyszałem jeszcze cichy śmiech Kana i skierowałem się do wyjścia.

(Proszę, dokończ Minerai albo ktoś inny (np. Kan)

czwartek, 11 października 2012

Blog.

Zapraszam na bloga o magicznych wilkach. Prowadzę go sama, rozdziały będę dodawała ok. co tydzień.
http://wataha-opowiesci.blogspot.com/

wtorek, 9 października 2012

Od Damon'a


-Pokonaliśmy zmiechy i przeżyliśmy.- Powiedziała cicho Sayona kiedy szliśmy w stronę jaskini Moon.
-Co w tym dziwnego?- Spytałem nie rozumiejąc. Sayona przybrała poważną minę.
-Już z nimi walczyłam, wtedy było nas więcej, a i tak przegraliśmy...- Zamilkła i spojrzała na mnie. Zacząłem czytać w jej myślach.
-Say, nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
-Prosiłam, żebyś nie mówił do mnie Say.- Powiedziała i weszła do jaskini Moon. Zrobiłem to samo.
W jaskini było tłoczno: Moon, Zeneth, Shonny i Flora krzątali się przy Riverze, a Anaja z Kasimem siedzieli obok. Sayona od razu podbiegła do Rivera,
-Co z nim?- Spytała zatroskana. Zazdrościłem Riverowi, że potrafił sprawić by troszczyła się o niego.
-Zdrowieje, choć porządnie dostał.- Odpowiedział Shonny. Odetchnęła z ulgą. Podeszła bliżej i pogłaskała go po czarnej grzywie.
-Będzie dobrze.- Wyszeptała. Potem popatrzyła na mnie smutnymi oczami i odeszła.
Wściekły wybiegłem z jaskini. Jak to możliwe?! On ma dziewczynę, jest wredny...wyliczałem, a ona?! Traktuje go jak rodzinę!
Pobiegłem do swojej jaskini i zatrzasnąłem drzwi.


c.d. kto chce?

wtorek, 2 października 2012

Od Rivera


Ellie leciała wysoko nad drzewami. Nie mogłem się ruszyć, byłem wykończony. Traciłem krew. Na szczęście szybko dolecieliśmy do uzdrowicielki. Pracowali przy mnie wszyscy lekarze min. Moon, Zeneth, Shonny i Flora. Nagle podbiegła Anaja i Kasim.
- Co się stało? - zawyła Anaja lecz nikt nnie odpowiedział.
Podeszła do mnie i przyjża.ła mni się. Również na nią popatrzyłem.
- Jak odzyskam siły to cię uduszę, gnomie. - powiedziałem do niej. - Za tą akcję z Minerai.
- Policzysz się ze mną, ale oszczędzaj energię. - powiedziała troskliwie (co było żadko spotykane).
Po kilku minutach weszli Sayona i Damon.
- Dzie... dzięk... uje w... wam. - wydukałem przez obolałe szczęki.
Nie wiem co stało się dalej bo usnąłem.

C. D. N.
(Dokończy Damon albo Sayona)

poniedziałek, 1 października 2012

Od Sayony

Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. "Za wcześnie na śniadanie" pomyślałam. Nagle zobaczyłam Damona i Rivera, i myślałam, że serce mi stanie. River odciągał uwagę zmiechów, podczas gdy Damon chciał otworzyć klatkę.
-Klucz ma człowiek siedzący w największym namiocie!- Krzyknęłam widząc jego mozolne wysiłki. Wilk natychmiast pobiegł do wskazanego namiotu. Usłyszałam krzyki, wycie. Ale teraz zajęłam się Riverem. Chciałam mu przekazać jak najwięcej informacji, które znałam. "Potrzebny ci smok" myślałam "boją się ognia i światła". Niestety dobrze wiedziałam, że i ja, i River, i Damon jesteśmy wilkami mroku, więc nie mamy zbyt wiele wspólnego ze światłem. Po chwili do mojej klatki przybiegł Damon i otworzył ją. Kazał mi uciekać.
-Nie ma mowy.- Zaprotestowałam.- Nie zostawię tu Rivera.
-Słuchaj, nie pozwolę ci zginąć.
-Kto powiedział, że zginę?- Rzekłam ironicznie.- Pobiegnij jak najszybciej możesz i przyprowadź tu smoki. Wszystkie.
-Ale Say...
-KAZAŁAM CI COŚ!- Warknęłam i pobiegłam w stronę Rivera. Był wycieńczony, zmiechy stanowiły przeciwników nie do pokonania w pojedynkę.
-Co ty robisz? Kazałem wam uciekać!- Wychrypiał, leżąc na ziemi i próbując odgonić krwiożercze istoty.
-Kazałeś to Damonowi, nie mi. Sam tu nie dasz rady, zginiesz.- Stwierdziłam.
Wyciszyłam się i zaczęłam przyzywać duchy. Stopniowo ogarniał mnie spokój. Wokół mnie wiał chłodny, bezlitosny wiatr, więc zmiechy nie mogły się zbliżyć. Nawet ptaki przestały śpiewać. Po chwili pojawiły się duchy. Było ich mnóstwo. Niszczyły wszystko na swojej drodze. W tym czasie zbliżyłam się do Rivera, podniosłam go, uczyniłam nas niewidzialnymi i zaczęliśmy powoli uciekać.
Przyleciał Damon. Smoki na widok zmiechów ryknęły. Kazałam zostać Elec, żeby wzięła Rivera na swój grzbiet. Samiec chciał protestować, ale widząc moją determinację odpuścił. Ellie i River odlecieli.
My z Damonem zostaliśmy, aby odprawić duchy i zabrać smoki do jaskini. Na miejscu zastaliśmy istne pobojowisko.
-Dobra robota.- Pochwalił Damon.
-Zabierzesz już smoki?- Spytałam. Damon popatrzył na mnie.
-Pewnie. Chcesz potem przyjść do mnie na kolację?
-Bardzo chętnie.- Uśmiechnęłam się słabo. Kontakty z duchami są wyczerpujące. Gdy Damon już poszedł, podziękowałam duchom i pożegnałam ich. Stałam tam chwilę, zastanawiając się czy Electras zdążyła zanieść Rivera do uzdrowicielki, ale zaraz się uspokoiłam, bo usłyszałam w głowie jego głos: "Dzięki, naprawdę. Jesteście cali? Mną zajmuje się teraz Moon, tak więc nie martw się."
Uśmiechnęłam się. "Może wszystko się ułoży" pomyślałam i poszłam w stronę watahy.


C.D. River

Od Rivera

Piłem wodę z wodospadu kiedy dobiegły do mnie myśli Sayony. Stanąłem zamurowany. Pazury wbiłem głęboko w ziemię i szeroko otworzyłem oczy.
- Damon!!!! - wrzasnąłem i pobiegłem do niego.
Kiedy dobiegłem do jego nory, nie wychamowałem i wyrwałem drzwi z zawiasów. Damon stanął jak wryty nie mogąc otworzyć ust.
- Nie pytaj! Trzeba pomóc Sayonie! - powiedziałem i wybiegłem.
On pobiegł za mną.
- O co chodzi? - zapytał.
- O to chodzi że Say jest w niebezpieczeństwie. Napadły ją te sza... zma... yyy.... - jąkałem się.
- Zmiechy?
- Miałem to na końcu języka. - powiedziałem z ironią.
Nagle Damon zatrzymał się.
- Żeby pokonać zmiechy potrzeba nas więcej. - odparł i zaczął wyć.
Ja równiesz się przyłączyłem. Wyłem całą piersią aby wiadomość poleciała jak najdalej.
- Chodźmy! - warknąłem ale było to raczej polecenie.

***************************************************************************

Po dłuuuugim czasie sprintu i tropienia natrafiliśmy na wioskę ludzi. Widzieliśmy obrzydliwe zmiechy gryzące kości i śmiejących się ludzi.
- Damon, zakradnijmy się od południa. Tam widzę klatki. - szepnąłem.
- OK, ale jak ominąć te zmiechy? - pokazał łapą na zmiechy pilnujące klatek.
- Załatwimy ich główką, kolego. Główką! - powiedziałem główką.
- Dobrze, ale pamiętaj że jesteś tu szefem! - warknął.
Popatrzyłem na niego chwilę i powiedziałem:
- Chodźmy uratować twoją dziewczynę.
Chyba za bardzo trzymałem się żartów bo Damon rzucił się na mnie i przygwoździł do ziemi.
- To nie jest moja dziewczyna!
- Teraz musimy działać wspólnie. - odpowiedziałem nadal leżąc. - Gramy do jednej bramki.
Wstałem i otrzepałem się.
- Teraz tak. Ja odwrócę uwagę zmiechów i odciągne je od klatek. Ty spróbujesz otworzyć Sayonę. Uciekajcie i nie czekajcie na mnie. - powiedziałem.
- A jeśli ludzie nas odkryją? - zapytał Damon.
- Coś wymyśl. - rzuciłem i pobiegłem na łąkę niedaleko zmiechów. Zawyłem krótko i kilka zmiechów pobiegło do mnie. Zaklnąłem pod nosem i zaatakowałem je. Za każdym uderzeniem cofałem się coraz bardziej byle jak najdalej od wioski. Atakowałem wściekle ale nie mogłem się równać z ich siłą. Zalałem się krwią. W jednej chwili wszystkie naraz natarły na mnie łamiąc mi kości. Kiedy uznały mnie za martwego odeszły. Widziałem tylko jak Damon próbuje otworzyć klatkę. Spojżałem w górę i zobaczyłem piękny księżyc w pełni. Uśmiechnąłem się i zamknąłem oczy. Czułem jeszce jak wygasa we mnie życie. Wydawałem się martwy lecz moje silne serce próbowało jeszcze pracować.

C. D. Sayona lub Damon

niedziela, 30 września 2012

Od Sayony


Po rozmowie z Riverem zadowolona poszłam zapolować. Cieszyłam się, że River zaczął normalnie ze mną rozmawiać i w ogóle stał się milszy niż zwykle.
Powoli biegałam po lesie i polowałam na króliki, bo było ich mało, a bardzo lubiłam ich mięso. Więc gdy upolowałam zadowalającą ilość, zaczęłam wracać do domu. I wtedy to się stało, usłyszałam bicie serc za plecami, więc się odwróciłam, i to był mój błąd. Stało przede mną 13 zmiechów. Wygląd miały najróżniejszy: od krokodylich-świń, przez koto-psy, po wilcze-tygrysy. Tych ostatnich było najwięcej, były też najpotężniejsze, bo część z nich miała magiczne korzenie.
Gdy wilki skradały się do mnie nie mogłam zapanować nad głosem. Telepatycznie wzywałam Damona i Rivera, ale wiedziałam, że nie zdążą.
-Jak ludzie mogą nas tak wykorzystywać?- Szeptałam do siebie, uciekając.- Czary nie zdadzą się przy takiej liczbie napastników, ale może ich spowolnię.
To mówiąc rzuciłam w nich drzewami, które wyrwałam z korzeniami. W ich stronę zaczęły lecieć kamienie. Zmiechy wystraszone uciekły.
-Hur...- Zaczęłam, ale mina mi zrzedła. Nade mną stali ludzie. Złapali mnie, gdy straciłam przytomność.

****************************************************************************

Obudziłam się w klatce. Było ciemno i zimno. Zobaczyłam ruszający się obok kształt, więc poderwałam się na równe nogi.
-Spokojnie.- Usłyszałam.- Nic ci nie zrobią. Świętują teraz swoje udane "polowanie".
Z cienia wyszła wymęczona, kulejąca na prawą łapę samica, z zakrwawionymi oczami, krwią lejącą się z wciąż otwartych ran.
-Jezu, co ci się stało?- Spytałam. Ona odpowiedziała:
-Tak nas tu traktują, jeśli nie spełniasz ich warunków. Widzisz, gdy tu dotarłam byłam brzydka, ale to nie była moja wina. Po prostu nie odziedziczyłam po matce urody, tylko rozum. Więc zrobili ze mnie królika doświadczalnego. Współczuję ci.
-Czemu?
-Bo jesteś ładna. A oni takich potrzebują. Używają ładnych samic i potężnych samców do reprodukcji.
Byłam w szoku, nie mogłam wydusić z siebie słowa. REPRODUKCJA?! PO MOIM TRUPIE!
-Radzę ci, odpuść sobie.- Rzekła samica.- Oni słowa: "PO MOIM TRUPIE" traktują poważnie.
-A niech to.- Stwierdziłam i odeszłam w drugi kąt klatki i myślałam: "River, Damon, ktokolwiek. Pomóżcie! River, Damon..." i tak w kółko. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.



C.D. River, Damon, proszę dokończcie.

sobota, 29 września 2012

Od Wizarda- c.d. historii Rose

-Rose, kochanie ja kocham tylko ciebie.- powiedziałem i przytuliłem ją.- Dlaczego myślisz że kocham JĄ.
-Ja...bo...- powiedziała i wtuliła się we mnie.
-Już dobrze, już po wszystkim. Gdy tylko odzyskam siły rozprawię się z Amber.
-Proszę, możesz o niej nie mówić? Chciałabym zapomnieć o niej.
-Może, przejdziemy się na spacer?- spytałem.
-Pewnie, bardzo chętnie.- odpowiedziała swym słodkim głosem Rose.
(dokończ Rose)

piątek, 28 września 2012

Towarzyszka Damon'a- Electras

Electras



Imię: Electras (w skrócie Ellie lub Elec)
Wiek: nieznane
Płeć: samica
Moce: 4 żywioły, często rozmawia z demonami i aniołami dzięki czemu zwykle może zapobiegać katastrofą
Charakter: miła, opanowana, zabawna, romantyczna, zrobi wszystko dla Damona i jego wybranki
Partner: szuka, podobają się jej Yader i Tio
Właściciel: Damon

Od Rivera-c.d.op. Sayony


- Masz rację. - odpowiedziała Sayona.
- Tak. Postaram się zmienić. - powiedziałem. - Może być ciężko.
- Dasz sobie radę. - poklepała mnie po ramieniu.
- Dzięki. - odpowiedziałem. - Pozdrów tego nowego Damona.
- Jasne.
Sayona odeszła.
Chwyciłem kamień, po raz kolejny rzuciłem nim w drzewo i poszedłem nad wodospad.

Od Alice

Gdy przyszłam rano do pracy zobaczyłam zapłąkaną Shennę siedzącą w kącie. Podeszłam i  zapytałąm:
-Co się stało?
-Nikt mnie nie chce zaadoptować.- odrzekła i wybuchła płaczem.
-Ale nie płacz- powiedziałam i pogłaskałam ją po głowie.- Wszystko się ułoży...
Spojrzała na mnie swoimi zapłakanymmi oczami. Nagle mnie olśniło.
-A może chcesz ze mną zamieszkać...
-Jasne że tak!- wykrzyknęla uradowana.
-Dobrze dzisiaj możesz ze mną wrócić do mojej jaskini.
(dokończ Shenna)

czwartek, 27 września 2012

Od Sayony- c.d.op. Rivera


Gdy byłam w swojej jaskini i opatrywałam rany Damona, do drzwi ktoś zapukał. Wyczułam, że to River.
-Czego tu chcesz?- Spytałam poirytowana. "Świetnie, mam dziś kółko wkurzających mnie osób: River, Damon, i jeszcze te zmiechy w lesie" pomyślałam, a na głos dodałam: Odejdź River!
- A mogę cię chociaż przeprosić?
- Odejdź!- Wrzasnęłam. Rzucałam wszystkimi przekleństwami jakie znałam, zła że Damon wszystko widzi. W końcu River odszedł.
-Nie powinnaś była tak go traktować.- Stwierdził stając za moimi plecami i głaszcząc mi włosy.- Musisz się uspokoić.
-A ty skąd to wiesz? Znalazł się opiekuńczy wilczek!- Odparowałam i wybiegłam z jaskini. Damon miał rację, zachowałam się paskudnie, ale byłam zbyt uparta, żeby się do tego przyznać. Po paru minutach znalazłam go. Rzucał czym tylko mógł w drzewo przed nim, z furią o jaką bym go nie podejrzewała. Podeszłam bliżej.
-Słuchaj River, przepraszam, że cię nie wpuściłam. Po prostu za dużo miałam dzisiaj wrażeń i po prostu...- Zaczęłam, ale stwierdziłam, że łatwiej będzie mu to pokazać. Wysłałam mu obraz naszej dwójki kłócącej się, flirtu z Damonem i ataku zmiechów. W końcu te najgorsze negatywne emocje opuściły mnie.
-Takie coś biega po naszym lesie?!- Spytał, a po chwili dodał:- Nieważne. To ja powinienem był cię przeprosić Sayono.


C.D. River

Od Rivera

Po kłótni z Sayoną wróciłem do domu. Na początku byłem obrażony na cały świat ale doszłem do wniosku że to ja jestem wszystkiemu winien. Sayona ma rację. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. To dobry moment. Zmienie się. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Rukię. Już miałem warknąć "Czego chcesz?" ale przypomniałem sobię przysięgę.
- Witaj River, mam takie pytanko wiesz gdzie może być Len? - zapytała.
- Widziałem go parę dni temu, ale gdzie jest teraz nie wiem. Wyślę Kaazara na poszukiwania i sam też się rozejżę.
- Dzięki. Lepiej żeby się znalazł. - odpowiedziała
- Napewno wróci gdziekolwiek jest.
Kiedy Rukia odeszła ja wysłałem Kaazara i sam poszedłem do Sayony. Po drodzę ćwiczyłem co mam powiedzieć. Ale skoro kiedyś przeprosiłem Minerai to czemu nie Sayonę. Stanąłem przed jej drzwiami. Zapukałem. Nie otworzyła.
- Odejdź River! - usłyszałem głos ze środka jaskini.
- A mogę cię chociaż przeprosić?
- Odejdź!
No i obrzucaliśmy się tak ciętymi ripostami przez drzwi.
- Słuchaj, źle zrobiłem! Przepraszam cię, masz rację! To ja jestem ten ZŁY! Przykro mi! I jeszcze raz przepraszam! - rzuciłem i odeszłem mocno stawiając łapy o ziemię.

<Sayona, dokończ>

Od Damona- c.d. historii Sayony


   
-Witaj, jesteś sama?- Spytałem. Samica była dość ładna, z lśniącym futrem. Kiedy do niej mówiłem, wyglądała na speszoną.
-Witaj. Nie powinno interesować cię z kim tu jestem.- Odgryzła się. "Będzie zabawa" pomyślałem. Samica wzdrygnęła się i spytała:
-Kim jesteś?
-Damon, do usług.- Powiedziałem z ukłonem.
-Ta, jasne.- Prychnęła. Uśmiechnąłem się.
-Mogę poznać twoje imię?
-Jeśli musisz.- Westchnęła.- Jestem Sayona.
-W skrócie Say?- Zagadnąłem.
-Tak mówi do mnie tylko starszy brat.- Powiedziała i zaczęła odchodzić. Pobiegłem za nią.
-Ej, nie zostawiaj mnie samego. Nie lubię samotności.
-A ja namolnych wilków.- Stwierdziła, dalej idąc w swoją stronę.
-To tak jak ja.- Odparłem entuzjastycznie, łapiąc ją za łapy i zmuszając ją do patrzenia na mnie.- Zapolujesz ze mną? Proszę.
-Nie odpuścisz sobie?- Upewniła się.
-Ani mi się śni.
-Dobra, jedno polowanie i dajesz mi spokój, jasne?
-Oczywiście.- Odpowiedziałem z uśmiechem.
Pobiegliśmy w głąb lasu i przyczailiśmy się. Wyczułem stado jeleni. Jednocześnie rzuciliśmy się na tego samego jelenia. Gdy go zabiliśmy, Sayona powiedziała:
-Jak go dzielimy? Był remis.
-Hm, nie jestem szczególnie głodny. Jeśli chcesz, to możesz go sobie zostawić.
-Naprawdę? To bardzo miło z twojej strony, ale mam jak go zabrać. Jest za ciężki.
-Pozwól, że pomogę.- Powiedziałem szarmancko i zawołałem swoją przyjaciółkę-smoczycę, która wzięła jelenia na swój grzbiet.
-Wow, ale piękna smoczyca. Jest twoja?
-Owszem. Nazywa się Electras- Zbliżyłem się do Say jeszcze bardziej, tak , że prawie stykaliśmy się głowami.- Słuchaj, Sayona...
Przerwał mi głośny ryk Elec. Zewsząd zaczęły dobiegać nas odgłosy łap. Przed sobą ujrzeliśmy pięć wilczurów z zakrwawionymi pyskami.
Sayona z zaciekawieniem na twarzy przyglądała się im, po czym stwierdziła:
-To zmiechy. Takie mieszanki wilków z czymś innym. Ludzie je stworzyli. Nie trudno je pokonać.- I zaczęła coś mówić w nieznanym mi języku. Nagle zebrał się porywisty wiatr i przed nami stał wielki, niebieski smok.
-W czym mogę pomóc, Sayono?
-Odwróć się i pozbądź się ich, Dust.- Rzekła beznamiętnie. Smok wydał z siebie parę dźwięków i wilki zawyły i zniknęły.
-Dziękuję za pomoc.- Powiedziałem z Sayoną jednocześnie. Dust ukłonił się i odleciał. Wilczyca obróciła się w moją stronę.
-Należysz do jakiejś watahy? Przydałby ci się lekarz.
-Niestety nie, a ty?
-Chodź za mną.- Powiedziała i poszła powoli na północ. Ruszyłem za nią.
Dotarliśmy do jakiejś jaskini.


C.D. Sayona, dokończ

środa, 26 września 2012

Nowy wilk- Damon

Damon


imię: Damon
status: wojownik - tropiciel - szpieg
wiek: 3 lata (nieśmiertelny)
płeć: samiec
moce: 4 żywioły, telekineza, telepatia, przewiduje przyszłość, wysysa moce z innych wilków i je przejmuje, hipnoza
partnerka: podoba mu się Sayona
dzieci: nie ma
rodzeństwo: zostało zamordowane przez ludzi
jak tu trawiłeś: poszedłem z Sayoną do jej jaskini i zostałem w watasze
charakter: arogancki, zadziorny, odważny, pewny siebie, stanowczy, potrafi jednak być opiekuńczy

Od Sayony- c.d. opowiadania Rivera


   
-Nie wiesz, że nie ładnie podsłuchiwać?- Powiedziałam, denerwując się.- Po prostu jestem w watasze od niedawna, a ty od razu traktujesz mnie z góry. To nie fair! Nie każę zmieniać ci charakteru, ale nie musisz traktować mnie jak śmiecia!
Czekałam na jego reakcję, wilk wyglądał jakby musiał przetrawić moje słowa. Zirytował mnie, więc już chciałam iść, gdy odezwał się:
-Słuchaj Sayona, ja po prostu taki jestem, jasne?- Zaczął, ale mu przerwałam:
-Odpuść sobie! Dla twojej wiadomości, ja też posługuję się telepatią, ale nie podsłuchuję cudzych myśli dla przyjemności.- Powiedziałam, wysyłając myśl do Dust'a, żeby po mnie przyleciał, bo z wściekłości nie mogłam ustać w miejscu. "Jeszcze pobiegłabym na teren ludzi" pomyślałam "To nie skończyłoby się dobrze".
-Mogę cię odprowadzić, żebyś sobie czegoś nie zrobiła...
Miałam dość. Popatrzyłam na samca i odrzuciłam go telekinezą do tyłu.
-Nie zostanę z nim ani chwili dłużej.- Szeptałam do siebie, gdy wbiegałam do lasu. Zatrzymałam się pod starym dębem, kiedy zauważyłam, że ktoś mi się przygląda.
-Witaj, jesteś sama?


C.D. Ja, nieznajomy lub Rivier

Od Rukii

Minęło kilka dni. Dawno nie widziałam Len'a co mnie trochę zmartwiło. W końcu jestem jego partnerką i chciałam wiedzieć dlaczego go nie widuję. Poszłam do River'a bo ponoć on ostatni go widział. Zapukałam do drzwi. Na szczęście był i mi otworzył.
-Witaj River, mam takie pytanko wiesz gdzie może być Len?

<River dokończ, proszę>

Od Hei'a

Przechodząc lasem i i recytując w myślach ślady różnych eliksirów zauważyłem kilka wilków. Podszedłem więc się przywitać. Kiedy byłem kilka metrów od nich powiedziałem:
-Cześć, co robicie?
-Cześć-odpowiedzieli.
-Mam na imię Hei i jestem nowy, a wy?-przedstawiłem się i zapytałem.

<niech ktoś dokończy proszę>

Nowy wilk - Hei




















imię:  Hei
status: Woodo (Czarownik)
wiek: 3 lata (nieśmiertelny)
płeć: samiec (basior)
moce:Telepatia, czarna i biała magia, teleportacja
partner/partnerka: szuka
dzieci: nie ma
rodzeństwo: Rukia (lecz ona nie wie , że przeżyłem, myśli , że tylko jej z całej watahy udało się uniknąć śmierci )
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Po nieudanej teleportacji odnalazłem watahę i postanowiłem w niej zostać, bo czemu by nie, jestem niezależny.
charakter: Miły, niezależny, czasami bywa tajemniczy ale na ogół szczery i spokojny basior lubiący przygody
Właściciel: Tobka

Towarzysz Kasima i Anaji- Vader

Vader

        
   
Imię: Vader
Wiek: nie wiadomo (młody)
Płeć: samiec
Moce: Panuje nad drzewami, rozmawia z nimi, latanie, zianie ogniem i plucie jadem, śmiertelne pszeszywanie dusz.
Charakter: Zadziorny, odważny, życzliwy, nieobojętny na cudzą krzywdę, niedoświadczony.
Partner: Szuka, ale nie jest najlepszy w podrywaniu.
Właściciel: Kasim i Anaja (Indiana Jones* )

Od Kasima


W watasze było nam bardzo przyjemnie. Anaja powiedziała mi że River to nasza rodzina. Ucieszyłem się że mam brata (a właściwie wujka). Pewnego słonecznego dnia poszłem na spacer. Po drodze zobaczyłem pana Wizarda z Blue, Zeneth z Falon, Sayonę z Dust'em, Rivera z Kaazar'em i Dżeka z Tio. Wróciłem do jaskini.
- Anaja! Dlaczego wilki mają takie dziwne stworzenia? - zapytałem.
- A bo co? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- No bo niektóre mają smoki albo feniksy, a jeszcze inne...
- Ok, ok! To są ich towarzysze. Tacy przyjaciele. Wilki się nimi opiekują...
- Ja też chcę takiego! - przerwałem jej. - Najlepiej smoka!
- No nie wiem... Nawet nie wiem jak je znaleść.
Popatrzyłem na nią słodkimi oczami.
- Znajdę ci jakiegoś. - powiedziała i pogłaskała mnie po głowie.
Lecz mijały dni a ja nadal nie miałem smoka. Anaja przestała już szukać. Chodziłem smutny po lesie. Nagle z drzewa spadło małe zwierzątko. Było pokryte łuską a na głowie miało rogi. Najdziwniejszą rzeczą był fakt że stworzenie miało skrzydła.
- Smok! - wykrzyczałem. - Nareszcie smok!
Wydawało mi się że smok uśmiechnął się do mnie. Był 3 razy większy ode mnie jednak ani trochę się go nie bałem. Zaprowadziłem go do jaskini. Już z progu usłyszałem uwagi:
- Kasim, coś ty tu przyniósł?! - wrzasnęła Anaja.
- To nie coś tylko ktoś. - zwróciłem jej uwagę.
Po chwili Anaja przestała się już gniewać. Pozwoliła mi go zachować i daliśmy mu na imię VADER. Pokochałem Vadera jak brata. Anaja też.

C. D. N.

Od Rivera- c.d. historii Sayony

    
   
W końcu ustaliliśmy z Lenem że można do tropicieli dołączyć szpiegów. Poszedłem do Sayony.
- Cześć, River! Szukasz kogoś? - zapytała.
- Tak, ciebie. - powiedziałem oschle (właściwie to jestem miły tylko dla Minerai).
- Naradziliście się z Lenny'm?
- Tak. (usiadłem) Uważamy że można do tropicieli dołączyć kilku szpiegów. Ale nie za dużo bo to nie ma sensu. Jeżeli już to dać więcej atakujących. Bardziej wytrzymałych i szybkich.
- Nieźle... - powiedziała kiwając głową.
- Powiedź mi o co chodzi z tą twoją myślą: "River. Jak zawsze cichy i niemiły A ja, chodź chciałam, nie mogłam go do siebie przekoniać"? Tak mniej więcej pomyślałaś.
Popatrzyłem na nią przygotowując się do czytania w myślach. Nie lubiłem jak ktoś mnie oszukuje. Zwykle go atakuję. Ale nie odważyłbym się podnieść łapy na dziewczynę.

C. D. N.

[Sayona dokończ i odpowiedz]

wtorek, 25 września 2012

Nowa wilczyca- Alice

Alice
imię: Alice
status: wolontariuszka Domu szczenięcia
wiek: 3 lata
płeć: samica
moce: potrafi rozkochać w sobie samca, niewidzialność, panowanie nad wodą, potrafi zapanować nad drugą osobą.
partner/partnerka: nie ma
dzieci: chciałaby mieć
rodzeństwo: jest jedynaczką
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Byłam w stadzie gdzie mnie nie akceptowano, czemu?Nie pasowałam do nich byli inni.Już jako dziecko mnie zostawili na pastwę losu, gdy już straciłam nadzieję, że ktoś mnie uratuję wróciła po mnie mama.Opiekowała się mną nie długo ponieważ zmarła.Szukałam domu ponad 2 lata i trafiłam tutaj.
charakter: opiekuńcza, dobra, miła, zabawowa, sprytna

poniedziałek, 24 września 2012

Od Natsu- c.d. historii Luveita


-Ok! Wiesz.... może nie dziś. Jutro wybierzemy szczenię. Kocham cię! Dobranoc!
-Mam jeszcze jedno pytanie... Chłopiec czy dziewczynka?
-Hmmm.... chłopiec, ale nie wiem jak ty Luveit?
-Chłopiec. Nauczę go polować, biegać, i oczywiście pomogę odkryć moc!
-Nie tak szybko! Pamiętaj że w adopcjach są szczenięta poniżej 2 mies. więc narazie będziesz potrzebny tylko do zabawy.
-Tak wiem. Dobranoc kochanie!
- Dobranoc!- Następnego dnia poszliśmy do adopcji.
- Popatrz Luveit.... Ile ich tu jest. Którego bierzemy?
- Wiesz jestem facetem.... i ja...ja , ty wybierz.

<Dokończ Luveit>

niedziela, 23 września 2012

Od Luveita- c.d. historii Natsu

Te pytanie trochę mnie zdziwiło.
-J..ja nie wiem...- odparłem.-A ty?
-Może po ślubie?- spytała niepewnie.
-Może zaadoptujemy jedno młode z domu dziecka, a potem dopiero będziemy mieć własne szczeniaki? Co o tym myślisz?
(dokończ Natsu)

Od Rivera- c.d.op. Minerai


- Bardzo chcę cię poślubić. Zastanawiałem się kiedy cię o to zapytać.
- Powinniśmy ustalić początkowy termin. - powiedziała Minerai.
- Nie wiem, czy chcesz ślub w zimie czy może na wiosnę. - zapytałem.
Nagle biała wilczyca poślizneła się na lodzie i wylądowała przede mną. Powoli wstała i popatrzyła na mnie. Była jeszcze nastolatką.
- Spark? - powiedziała wilczyca.
- Kto?! - zapytała Minerai.
- Kim ty jesteś? - zapytałem niemiłym tonem.
- Anaja. A ty jesteś Sparky! - powiedziała mała.
- Anaja? Ty? - powiedziałem z niedowierzaniem.
- No, jestem mała Anaja z którą się bawiłeś.
- Chyba za mocno uderzyłaś się w głowę.
- Znasz ją? - zapytała mnie Minerai która już nic nie rozumiała.
- Najwyraźniej to moja.... - zamyśliłem się.
- Kuzynka i siostra cioteczna. - dokończyła Anaja.
- Sparky to moja ksywka z dzieciństwa. - wytłumaczyłem Minerai. - A ona to moja siostra cioteczna.
Nagle trząchneła mną Anaja.
- To twoja dziewczyna? - zapytała patrząc na Minerai.
- Taaaak. - powiedziałem specjalnie wywijając wargą.
Podeszła do Minerai.
- River jest wielkim szczęściarzem! Ale nie wiem czy ty jesteś również szczęściarą.
- Co masz na myśli? River jest cudny. - powiedziała.
- No bo on w podstawówce podrywał każdą ładną wilczycę. - powiedziała bez krępacji.
- Ty! - wysyczałem - Wcale nie!
- Wcale tak! - odpowiedziała
"Wredna jak zawsze!" - pomyślałem.
Zacząłem się tłumaczyć przez ukochaną:
- Ona... To nie tak! Ona mnie po prostu nie lubi! - następnie odwróciłem się do Anaji. - Uduszę cię! - wysyczałem.
- Mam nadzieję że masz rację.
- Mam rację! To ona jest dla mnie wredna!
Kiedy odchodziliśmy odwróciłem się jeszcze do młodej:
- Z tobą policzę się później!
- Tak więc wracając do ślubu.... - zaczęła Minerai.
- Myślę że najpiękniej ślubny kobierec wygląda wczesną wiosną. - odpowiedziałem. - A ty co o tym myślisz?

[dokończ Minerai]

Od Minerai- c.d.o. Rivera


-Dlaczego w ogóle zechciałaś mnie przywitać kiedy Wizard... znaczy twój tata przyprowadził mnie do jaskini?
-.Z uprzejmości i z ciekawości po prostu.-odpowiedziałam.
-. Co pomyślałaś o mnie kiedy mnie pierwszy raz zobaczyłaś? Tylko szczerze!
-. Ciekawe jaki jest ten nowy.
-. Dlaczego zgodziłaś się chodzić ze mną?
-Bo... zakochałam się w tobie i jesteś taki tajemniczy. Za każdym razem kiedy poznaję coś nowego o tobie czuję coraz większą ciekawość i traktuję to jako przygoda- mrugnęłam do niego.
-Jak bardzo przeszkadza ci to że mam taki charakter i nigdy się nie uśmiecham?
-Niewiele już się do tego przyzwyczaiłam.
-Zanim zaczęłaś ze mną chodzić który wilk ci się podobał? O ile ci się jakiś podobał.
-Nie żaden nie był taki hm... interesujący i zarazem słotki.-zarumieniłam się.
Patrzyliśmy na siebie a ja próbowałam zgadnąć co sobie teraz myśli.
-Okej.-zeskoczyłam z drzewa.- Wracajmy bo zamarzniemy tu.
Obiął mnie i zruszyliśmy w drogę. Miedzy czasie opowiadaliśmy sobie różne historie i śmieszne, i smutne.
-Tylko nie zdziw się jak zaczną nam dokuczać.-powiedziałam w połowie drogi.
-Myślę że może jakoś to zniosę.
-River wiem że może to za wcześnie ale... co myślisz o...
-Małżeństwie?
-Eeee... Tak.- zaczęłam się wiercić i myśleć co odpowie.
( River czekam na odpowiedź niecierpliwie)

sobota, 22 września 2012

Od Sayony


Przechadzałam się spokojnie wzdłuż jeziora. Słońce świeciło, wiatr wiał leciutko. Po paru minutach zobaczyłam Rivera rozmawiającego z Lenem. Na mój widok uśmiechnęli się. No przynajmniej Len. River skinął mi tylko głową. "Czemu on taki jest?"pomyślałam, ale zaraz sobie odpuściłam przypominając sobie, że on potrafi czytać w myślach.
-Co tam, chłopaki?- Spytałam.
-Cześć. Omawiam z Riverem naszych tropicieli. Zastanawiamy się czy na zimę zwiększyć liczbę patroli.- Odpowiedział z uśmiechem Lenny. Zawsze go za to lubiłam - w każdej sytuacji był czarujący.
-I co stwierdziliście?- Uśmiechnęłam się. Len zawsze mi się podobał.
Wilk uśmiechnął się szerzej.
-Na razie nic.- Stwierdził River, odpowiadając za Lena. Jak zawsze cichy i niemiły. A ja, choć chciałam, nie mogłam go do siebie przekonać.
-No dooobra. Jakby co, to mnie poinformujcie.
Poszłam dalej, bo chciałam sprawdzić co u Dusta. Gdy znalazłam swojego towarzysza, zobaczyłam, że zajmuje się nim Dżek.
-Witajcie.- Przywitałam się. Słabo znałam Dżeka, ale wydawał mi się sympatyczny.- Dust, mam coś dla ciebie.- Dodałam, rzucając smokowi zwierzynę. Zadowolony podziękował mi i zaczął jeść.
-Ty jesteś Sayona, prawda?
-Tak, a ty Dżek?
-Tak. Długo tu jesteś?
-Jakieś dwa miesiące. Jesteś chłopakiem Scylli?- Wypaliłam zanim zdążyłam się powstrzymać.
-Ee, raczej nie.
-Wybacz, nie chciałam. Po prostu nie zdążyłam się powstrzymać. Lepiej już pójdę.- Wyjąkałam, po czym zwróciłam się do Dust'a.- Odprowadzisz mnie?
-Oczywiście moja droga.- Odparł swoim niskim głosem.

C.D. Jak ktoś chce to może dokończyć

wtorek, 18 września 2012

Nowe wilki- Anaja i Kasim

Anaja
Imię: Anaja
Status: Tropicielka, początkujący szpieg
Wiek: 1 rok 4 miesiące (17 lat)
Płeć: Samica
Moce: Nieodkryte, najszybsza w watasze.
Partner: szuka
Dzieci: brak
Rodzeństwo: Kasim
Jak trawiłaś tutaj: Kiedy nasi rodzice zginęli, razem z Kasimem poszliśmy szukać watahy. Od taty słyszałam o Watasze Srebrnej Gwiazdy, więc poszliśmy jej szukać. Szliśmy w środku zimy, bez wody i jedzenia. Kiedy padliśmy ze zmęczenia (a było już tak blisko) znalazła nas Rose.
Charakter: Ironiczna, zadziorna, wybuchowa, czasami ma ochotę na bójki lub wkurzanie innych, nie znosi kiedy ktoś jej coś zabrania lub każe, żywiołowa, czasami niemiła i niegrzeczna, zawsze stawia na swoim.
Właściciel: Indiana Jones* (howrse)

Kasim
Imię: Kasim
Status: planuje zostać wojownikiem
Wiek: 3 miesiące
Płeć: Samiec
Moc: Nieodkryte
Partnerka: brak
Dzieci: za młody
Rodzeństwo: Anaja
Jak trafił tutaj: Kiedy nasi rodzice zginęli w nie wyjaśniony dla mnie sposób, Anaja kazała mi iść za nią. Bolały mnie łapki więc wzięła mnie na plecy. Była zima a my nie jedliśmy nic od paru dni. Nie wiedziałem gdzie idziemy ale Anaja wyglądała jakby wiedziała to doskonale. Kiedy padliśmy ze zmęczenia spotkaliśmy Rose.
Charakter: Ciekawski, zabawny, odważny, zawsze stawia na swoim (tak jak siostra).
Właściciel: Indiana Jones* (howrse)


piątek, 14 września 2012

Od Rivera- c.d. historii Minerai

- No dobra. - uniosłem brew - Zacznijmy.
- Co pomyślałeś jak mnie zobaczyłeś po raz pierwszy?
- Pomyślałem że jesteś lekko wścipską i ironiczną alfą. - powiedziałem bez krępacji.
- Co ci się najbardziej we mnie podoba?
- Jesteś miła i zabawna. Chyba słyszałaś o tym że przeciwieństwa się przyciągają.
- Dlaczego zachciałeś bym ja,ironiczna i uśmiechnięta wilczyca, chciała z tobą chodzić?
- Myślę że to ty mnie zauroczyłaś. A później ja dołożyłem swoje uczucie.
- Co czujesz kiedy mnie widzisz?
- Jestem szcześliwy jak nigdy.
- Co czułeś kiedy się całowaliśmy?
- Twoje usta. - powiedziałem żartując.
Przemyślała chwilę moje odpowiedzi i zapadła cisza. Przerwałem ją:
- Teraz moja kolej.
1. Dlaczego w ogóle zechciałaś mnie przywitać kiedy Wizard... znaczy twój tata przyprowadził mnie do jaskini?
2. Co pomyślałaś o mnie kiedy mnie pierwszy raz zobaczyłaś? Tylko szczerze!
3. Dlaczego zgodziłaś się chodzić ze mną?
4. Jak bardzo przeszkadza ci to że mam taki charakter i nigdy się nie uśmiecham?
5. Zanim zaczęłaś ze mną chodzić który wilk ci się podobał? O ile ci się jakiś podobał.
A teraz proszę o szczere odpowiedzi. - powiedziałem wyciągając szyję jak najwyżej żeby podkreślić swoją "atrakcyjność".

C. D. Minerai

piątek, 7 września 2012

Adopcje już dostęone!!!

Można już adoptować szczeniaki. Poszukuję wolontariuszy do domu dziecka, chętni niech zgłaszają się do mnie.

środa, 5 września 2012

Od Minerai- c.d. historii Rivera

-Szczeże, wiesz nie wieże w przeznaczenia, fatum czy karme.Ale-oderwałam oczy od napisu i spojrzałam na Rivera.-wieże w miłość.;3.
-Dobrze wiedzieć.-otpowiedział tym samym tonem co zawsze~tonem nie ukazujących żadnych uczuć.
Zawsze cięzko mi określić jego chumor i emocje, ale zauważyłąm tylko to że gdy jest szczęśliwy(tak mi się przynajmniej wydaje) jego oczy mają taki jakby połysk.
-Okej to teraz pozadajemy sobie pytania.-powiedziałam z mini uśmieszkiem. Usiadłam na powalonym drzewie i patrzyłam na Rivera.
-I masz mówić prawdę bo jak nie i się dowiem że skłamałeś to cię zabije.
-Ta jasne zabijesz swojego pierwszego chłopaka, z którym całowałaś się przed chwilą?-dodał jakby żartująć
-Ej ja tu teraz zadaje pytania.-zaśmiałam się.
-1. Co pomyślałeś jak mnie zobaczyłeś po raz pierwszy?
2. Co ci się najbardziej we mnie podoba?
3. Dlaczego zachciałeś bym ja,ironiczna i uśmiechnięta wilczyca, chciała z tobą chodzić.
4. co czujesz kiedy mnie widzisz.
5. Co czułeś kiedy się całowaliśmy. - zadałam te pytania jakbym je świczyła od dawna, mósiałam poznać prawde.- no dalej zazynaj.

(PROOSSSZZZZEEEE dokończ River)

wtorek, 4 września 2012

Od Rivera c.d.opowiadania Minerai

- To chyba ty jedyna. - powiedziałem swoim codziennym tonem. - Wkońcu doczekałaś się swojego pierwszego pocałunku.
- Trudno to ukryć przed gościem który ma zdolność czytania w myślach.
- Z tym się zgodzę. - powiedziałem rozbawiony (ale rozbawiony tylko w środku).
Pocałowała mnie jeszcze raz. Tym razem to ja czułem się jak w niebie. Miałem nadzieję że Minerai zapomniała (przynajmniej na jakiś czas) o tej całej aferze z Amber i jej ojcem.
- Może jesteś głodna? Chcesz coś zjeść?
- Jeżeli ty chcesz to i ja chcę. - odpowiedziała.
Wskoczyłem na lód i laserem (z oczu) wyrąbałem przerębel w lodzie. Poczekałem chwilę aż podpłynie ofiara. Kiedy dojżałem cel sprężyłem się i włożyłem z pluskiem łeb do wody. Po kilku sekundach niosłem w pysku dorodną rybę. Rzuciłem ją pod nogi Minerai i zapytałem:
- Ogon czy głowa?
- Głowa.
- To ja zjem ogon.
Zaczęliśmy pałaszować. Kiedy skończyliśmy zapytałem:
- Lubisz biegać?
- Tak!
- Może pobiegamy po polanie?
Bez słowa popędziła na polanę a j za nią. Biegaliśmy robiąc ślady w śniegu. Nagle Minerai poderwała się do lotu. Również skoczyłem w górę ale grawitacja zrobiła swoje. Minerai popatrzyła na mnie jak bezczynnie siedzę na ziemi i wylądowała.
- Wybacz. - powiedziała - Zapomniałam że nie umiesz latać.
- Nic się nie stało.
- Chodź nad wodospad. Ciekawe czy jest zamarznięty! - powiedziała i zaczęła nisko lecieć a ja pobiegłem za nią. Kiedy dotarliśmy na miejsce napisaliśmy na skale obok wodospadu:

MINERAI & RIVER
na zawsze razem

A pod spodem odcisneliśmy ślady swoich łap.
- Myślisz że jesteśmy sobie przeznaczeni? - zapytałem Minerai nie odrywając wzroku od napisu (powyżej).

[Minerai dokończ proszę]



poniedziałek, 3 września 2012

Od Natsu- c.d. historii Luveita

Dobra, dobra to pytanie mnie trochę zdziwiło .:
-Yyy... Luveit no, no chciałabym...-Powiedziałam z niepokojem gdyż nie spodziewałam się tego.
-Surer! Zawsze chciałem mieć szczenięta.-Powiedział.
-No, no ja w suumie też :/-Wyjąkałam. Jak to jest być w ciązy? Nie wiem, ale dzieci to takie malutkie.... malutkie cosie :/.
-Luveit tak chcę mieć szczenięta. Z tobą oczywiście... Ty pewnie też chciałbyś mieć szczenięta. A przynajmniej tak myślę... Kocham cię... Ale moje pytanie brzmi :
-Chcesz teraz mieć szczenięta?
(dokończ Luveit)

Od Dżeka- c.d. historii Scylli


-Naprawde nic się nie stało-powiedziałęm z uśmiechem do rumiejącej się Scylly.
-Może teraz polatamy?-zaproponowała.
-Z chęcią- uśmiechnełem się i wzbiłem się w powietrze robiąc kilka fikołków. Lataliśmy, robiliśmy beczki, Scylla pokazywała mi każde miejsce z góry.
-Tam jest wzgórze z którego się super zjeżdża na korze w czasie zimy, tam upolowałam pierwszą sarnę, tam jest małe źródełko. Aaa-przerwała z uśmiechem. A teraz goń mnie!-wykrzyknęła i zaczęła odlatywać.
Minęła sekunda gdy ogarnąłem się i ruszyłem za nią w pościg. Gdy ją dogoniłem w leciała w chmury, ja za nią. Gdy wyleciałem nigdzie jej nie było. Nagle niewidzialna siła zepchnęła mnie.To była Scylla, pokazała się i zaczęliśmy koziołkować na chmurze. Trochę minęło zanim się zatrzymaliśmy. Leżeliśmy tak przez chwile oddychając szybko. Spojrzeliśmy na siebie i znowu byliśmy coraz bliżej i bliżej. Nagle nasze usta się spotkały.


(dokończ Scylla ;3 )

Od Scylli- c.d. historii Dżeka

-Bardzo chętnie.- odpowiedziałam skromnie.
Szliśmy przez las, ziemia pokryta była puszystym śniegiem. Dotarliśmy nad wodospad. Czym prędzej wskoczyłam na lód i zaczęłąm się ślizgać, a Dżek za mną. Świetnie bawiłam się na lodzie, aż upadłam na Dżeka. Patrzyliśmy sobie w oczy, a nasze pyszczki były coraz bliżej i bliżej wreszcie...otrząsneliśmy się.
-Przepraszam...-wycedziłam rumieniąc się.
-Nic się nie stało.- odparł.
(dokończ Dżek)

Od Dżeka

Przechadzałam się beztrosko po okolicy. Zaopiekowałem się już towarzyszami a zwłaszcz moim Tio. Znalazłem go niedawno wśrud spalonych drzew. Był chory i miał złamaną nogę. Miał w tedy zaledwie 1 metr wzrostu, ale kiedy się nim zaopikowałem, w tydzień urusł z 6-7metrów i od tamtej pory się przyjaźnimy.
Myślełem o niczym. Przechodziłem właśnie koło jaskini alf i coś mi kazało zapykać. Otworzył Rocky.
-Hej jest Scylla.-powiedziałem pewnie chociaż na takiego się nie czułem.
Rocky zmierzył mnie wzrokiem.
-Pewnie.-powiedział nagle z wielki uśmiechem.-SCYLLA KTOŚ DO CIEBIE.-tak krzyknął że omal mi nie pękły bębęki.
Zbiegła.
-Czemu tak krzyczysz?-spytała Rockiego, a on kiwnął głową na mnie.
-Oo część -zwróciła się do mnie. Po czym spojrzała na brata każąc mu iść.
-Dobra zostawiam was... -widziałem jego uśmiech, był letko denerwujący, ale pomocny.
-Hej Scylla-wyjąkałem.- Chcesz się przejść? Będziemy mogli pobiegać, trochę polatać...

(Prooooszee dokończ Scylla)

Towarzysz Dżeka

Tio
Imię:Tio
Wiek:144 lata
Płeć:samiec
Moce: zionie ogniem, lata, zamiania w kamień kiedy ktoś spojrzy mu w oczy (ale tylko kiedy chce), potrwi to cownać. Włada nad ogniem. Jego ogon może wszystko przeciąć.
Charakter: Wytrwały. ciekawski, mądry Dla niektórych jego charakter jest porąbany i niezrozumny bo różnie się czasami zachowuje. Przyjaźni się z Dżekiem od kiedy go znalazł i się nim zaopiekował, jest gotowy oddać za niego życie.
Partner: szuka

Od Minerai- c.d. historii Rivera

-No pewnie - powiedziałam z uśmiechem.
Poszliśmy na spacer nad zamarznięte jezioro. Skakaliśmy przez opadłe drzewa i ślizgaliśmy się po lodzie. Nagle na nos Rivera spadł płatek śniegu i zrobił zeza. Zachichotałam. Widziałam że jego kąciki ust podniosły się minimalnie, ale zaraz opadły. Szkoda. Ale może lepiej by było żeby River został sobą, Riverem. Zaczął padać puszysty śnieg. Wtuliłam się w jego sierść. Przez chwile patrzyliśmy jak wirują. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Poczułam że się rumienię. Zaczeliśmy się do siebie zbliżać. W końcu pocałowaliśmy się. Mój pierwzy pocałunek. Nie wiem ile trwał, ale czułam się jakbym była w niebie. Nigdy tego nie zapomnę. Niestety mósiałam wrócić na zięmie.
-Kocham cię.-wyszeptałam do Rivera

(dokończ River )

niedziela, 2 września 2012

Zima!!!

Od watahy odchodzi jesień i nastaje zima.

Od Luveuta- c.d. historii Natsu

Wszyscy wypytywali mnie i Natsu o ślub, wreszcie się zdenerwowałem i powiedziałem:
-Jeszcze tego nie ustaliliśmy, czy moglibyście wyjść? Natsu potrzebuje spokoju.
Po moich słowach, wilki spokojnie wyszły.
-Czemu ich wyprosiłeś?- spytała.
-Zrozum, zdenerwowałem się, a ty jesteś jeszcze słaba, potrzebujesz spokoju.
-Nie jestem!- powiedziała, po czym wstała, zachwiała się i padła na podłogę.
Podniosłem ją i położyłem na leżu.
-Widzisz, musisz odpoczywać.- rzekłem i dałem jej całusa w czoło.
Położyłem się obok niej i zaczęliśmy się całować.
-Natsu, wiem że nie wzięliśmy jeszcze ślubu, ale chciałabyś mieć szczeniaki?
(dokończ Natsu)

Dodałam czat

Dodałam czat watahy, znajduje się on na samym dole strony "Opowiadania". Zarejestrujcie się tam imieniem swojego wilka.

Od Rivera


Podczas kiedy alfy poszły do jaskini, ja, wojownicy i kilka innych wilków pilnowaliśmy Amber.
- Nici z randki z Minerai. - pomyślałem.
Nagle Amber przebiła bańkę i znów poraził ją prąd. Przewróciłem oczami.
"Czy ona kiedyś odpuści?"
- At hasquer eli su! - zawołałem i w jednej chwili przyleciał feniks Kaazar, obleciał w okół bańki zapalając trawę i tworząc ognisty mur. W tym samym czasie bańka znów się utworzyła a Amber była nadal uwięziona.
- Keli du. - powiedziałem do Kaazara kiedy odlatywał.
Język którym się posługiwałem był językiem feniksów który nie wiele wilków rozumiało. Westchnąłem. Zrzerała mnie tu nuda. Postanowiłem poznać nowych wojowników. Ostadnio dosły dwie: Shayde i Lusia. Zacząłem od Shayde. Rozmawialiśmy trochę. Od razu zauważyłem że jest typowo "chłopska". Później poszłem do Lusi. Nie podobał mi się jej typ: wesoła i zabawna. Ale ja to ja. Ona jest wesoła a ja zamknięty w sobie. Większość wilków jakby miało wybierać, wybrało by Lusię zamiast mnie. I tak miną ten dzień. Wieczorem przyszedł ktoś by mnie zmienić. Wróciłem do jaskini i zasnąłem. Kiedy się obudziłem i wyszłem z nory zobaczyłem że ziemię pokrywa cieniutka warstwa śniegu. Kilka szczeniaków biegało po zamarzniętej ziemi. Postanowiłem odwiedzić Minerai. Stanąłem przed jaskinią alf i zawyłem. Wyszła Minerai.
- Chciała byś ze mną chwilę pobyć?- zapytałem nieśmiało. Przy Minerai zawsze tracę odwagę.

C. D. N.
(Minerai, dokończ. Proszę! Błagam! Zaklinam! )

sobota, 1 września 2012

Nowa wilczyca- Lusia

Lusia


Imię : Lusia
Status : Wojowniczka
Wiek : 3 lata
Płeć : Wadera
Moce : Nieśmiertelność,wyczuwa niebezpieczeństwo na 130 metrów ,lasery w oczach
Partner/Partnerka : Jeszcze szuka
Dzieci : Chciała by mieć ...
Rodzeństwo : Siostra i trzech braci
Jak trawileś/trawiłaś tutaj : Szukałam rodziny ale natrafiłam na tą watahę i już tu zostałam
Charakter: Miła,gróźna dla wrogów,pomocna,wojownicza,silna,sprytna,wesoła

Nowa wilczyca- Eliie

Eliie


imię: Eliie
status: Tropicielka
wiek: 4 lata
płeć: Samica
moce: Czytanie w myślach, telepatia, szybkość, zwinność.
partner/partnerka: Szuka
dzieci: Brak
rodzeństwo: Brak
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Gdy byłam jeszcze tylko szczenięciem wybrałam się na moje pierwsze polowanie z matką. Niestety gdy oddaliłyśmy się od naszej watahy zaatakowały nas 3 potężne wilki. Moja matka mnie broniła ale jeden z wilków dopadł mnie i z całej siły walną łapą. Odleciałam na co najmniej 20 metrów. Pewni, że nie żyję zabrali się za matkę. Kątem oka widziałam jak największy z nich rozrywa jej ciało. Po wygranej walce uciekli do lasu a ja zasnęłam z bólem. Następnego poranka leżałam w jakimś dziwnym miejscu. Potem się okazało, że pewna wilczyca mnie tu sprowadziła i zaopiekowała się mną. Wataha, do której należała ciepło mnie przyjęła a ja postanowiłam tam zostać.
charakter: Ostrożna, nieufna, agresywna, zadziorna.

piątek, 31 sierpnia 2012

Od Rose- c.d. historii Wizarda


W końcu Wizard był w domu... ale był taki nieobecny. Gdy spaliśmy byliśmy razem ale daleko od siebie. Ja też byłam przygnębiona nie miała odwagi spojrzeć mu prosto w oczy. A co jeśli Amber była z nim w ciąży? Teraz nie mogła uciec była strzeżona przez wilki i do tego była w bańce elektrycznej która za każdym razem gdy próbowała ją przebić porażała ją prądem i się zaklejała z powrotem. Przy śniadaniu była grobowa cisza Wizard nadal spał. Gdy skończyliśmy poszłam go obudzić.
-Wizard musimy porozmawiać.-powiedziałam z poważną miną.
-Słucham.
-Czy... czy ty ją kochasz ?
(dokończ Wizard)

Nowa wilczyca- Shayde

Shayde


imię: Shayde (czyt. Szajdi)
status: Wojowniczka
wiek: 1,5 roku
płeć: samica
moce: Żywioł powietrza, panuje nad swoim żywiołem, może przywołać wszystko co z nim związane, mimo tego włada nad chmurami, może tworzyć kształty i wzory z nich, niektóre wpływają na zdrowie, szczęście i powodzenie w życiu innego wilka
partner/partnerka: szuka, ale nie zależy jej aż tak bardzo na znalezieniu
dzieci: Brak.
rodzeństwo: Moony
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj:
charakter: Typowa chłopczyca, tajemnicza dla dziewczyn, otwarta dla chłopaków, twarda, nie poddaje się NIGDY, przeżyje w najtrudniejszych warunkach

Od Wizarda- c.d. historii Minerai

-Rose...-powiedziałem i mocno ją przytuliłem.-jak dobrze, że tu jesteś.
-Myślałam, że już cię nigdy nie zobaczę.- mówiła Rose przez łzy.
-Cii...nie płacz- uspokajałem ją.-wszystko będzie dobrze.
Gdy szliśmy w stronę jaskini raz po raz patrzyłem na wiercącą się Amber, którą raził prąd za każdym razem gdy próbowała przebić bańkę. Kiedy byliśmy już w jaskini Scylla spytała:
-Jesteś głodny tato? Może przynieść ci coś do jedzenia?
-Bardzo chętnie.
Po chwili przyszła i podała mi udo dzika. Zjadłem je z apetytem, byłem bardzo zmęczony, więc odrazu poszedłem spać pomimo, że był dzień. Nie mogłem spać, bo myślałem o Amber.
-Czy ona jest ze mną w ciąży? Jeśli tak to jak ja to wytłumaczę rodzinie?- nurtowały mnie myśli.- Muszę się tego dowiedzieć.- zdecydowałem.
(Rose, Minerai, Scylla, Kan, Rocky niech któreś z was dokończy)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Chanel odchodzi.

Właścicielka Chanel wypisała ją z watahy. Zegnaj Chanel, będziemy o tobie pamiętać!

Chanel
imię: Chanel { czyt. Czanel }
status: Łuczniczka
wiek: 3 lata
płeć: Samica, Wadera
moce: Wnikanie w umysły innych i czytanie myśli , wszystko kojarzące się z mrokiem i ciemnością , komunikowanie się z duchami , jasnowidzenie, drugi wzrok, wizje dostaje dopiero gdy nadejdzie burza.
partner/partnerka: Nie szuka , być może najdzie ale wątpię z jej charakterem .
dzieci: Brak !
rodzeństwo: Była jedynaczką .
jak trawiłeś/trawiłaś tutaj: Po przez koleżanki .
charakter: Uparta , zawsze postawi na swoim , nie lubi być miła i sympatyczna lecz zdarza się jej , tajemnicza , wygląda na smutną ale jej mina zawsze jest ponura , lubi ciemniejsze zakamarki , nie lubi być w centrum zauważenia .
Właściciel: szogun22

środa, 29 sierpnia 2012

Nowy wilk- Shonny

Shonny

Imię : Shonny
Status: lekarz
wiek : 2 lata
Płeć: samiec
Moce: Ogólnie ciemność... Komunikuje się ze zmarłymi. Jest pomiędzy 2-oma światami żywi/umarli
Partner/partnerka: podoba mu się Trixy
Dzieci: Nie ma
Rodzeństwo: Ma ale w innej watasze
Jak tu trafiłaś / trafiłeś: W przeszłości bardzo dużo go poniżano postanowił odejść i dostał moc cienia
Charakter: Cichy, Trochę nieśmiały, Czasem wredny

Od Minerai

Gdyby nie ta zamrożona bańka Kana to... to... już ja bym tej Amber pokazała. Zaczęłam się trochę uspokajać, trochę. Jak ona tak może, jest bez uczuć? Wszystkie wilki pokazały kły na bańkę.
-Tu jest tata- zawołał Rocky. Każdy zaczął podchodzić i pytać jak się czuję.
-Kochanie nic ci nie jest?- powiedział ktoś. To była mama, najwyraźniej teleportowała się, podbiegła do taty i dała mu buziaka w policzek.
-Rose..-zaczął tata ale nie dokończył bo w tym momencie pękła pułapka Amber a ona sama została porażona prądem.
(dokończ wizard)

Nowa wilczyca- Trixy

Trixy
Imię :Trixy .
Status: zwiadowca.
Płeć: samica.
Moce: przewidywanie przyszłości , włada powietrzem , zna język innych zwierząt , szybkość .
Partner/partnerka: podoba jej się Rocky .
Dzieci: Brak .
Rodzeństwo: Brak .
Jak tu trafiłaś / trafiłeś: Znalazła mnie Moon , leżałam ranna na jakiejś polanie .
Charakter: Odważna, Czasami Złośliwa , Uwodzicielska , Opiekuńcza.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Od Kana c.d.o. Flory

Rocky obudził mnie.
-Wstawaj trzeba ratować tatę.-więcej nie trzeba było mi mówić. Wszyscy pobiegli za wyciem. Ja poleciałem na Blum. Dotarłem tam w minutę. Zaraz pojawiły się pierwsze wilki.
-Zostaw go-powiedziała razem nasza 4, czyli ja, Rocky, Minerai i Scylla.
Ledwo powstrzymywałem Blum, miotała się, pewnie chciała spalić Amber.
-Głucha jesteś!! Nie słyszałaś co powiedziałam-powiedziała Minerai i zapłonęła żywym ogniem.
Złapałem Amber w bańkę, bo nie chciałem by moja siostra ją na miejscu zabiła. Wiedziałem że taka bańka na wiele się nie zda więc ją zamroziłem. Teraz Amber była W kuli lodu.  Scylla sprawiła by tę kule owinęła kulą energi. Rocky zaczął węszyć by znaleźć tatę .
-Grrrr- zawarczała Minerai . Pewnie z Blum były zgadnę że nie udało im się spalić Amber.
Nagle bańka zaczęła ledko pękać 

(kto chce niech dokończy)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Od Flory- c.d. historii Wizarda

Usłyszałam wycie, obudziłam się natychmiast, zobaczyłam, że nie ma już uzdrawiającej bańki, a co gorsza nie ma w niej Wizarda. O boże. O boże. Spokojnie Floro. Oddychaj. Pobiegłam do Zeneth.
- Zeneth...Zeneth...przepraszam, ale musisz wstać
- Znowu rozlałaś napar z bratka ? - spytała sennym głosem
- Nie...- podniosłam głos - natychmiast wstawaj, Wizard jest w niebezpieczeństwie !
- Co ?!
Natychmiast wstała, zwołałyśmy wszystkie wilki. Wszyscy byliśmy w szoku. Rose, gdy usłyszała o porwaniu Wizarda zemdlała.
(Dokończ ktoś)

Od Wizarda

Nadeszła noc. Rose i dzieci poszły do jaskini, a Zeneth już spała. Ja musiałem siedzieć w uzdrawiającej bańce, próbowałem zasnąć, lecz nie mogłem. Gdy zamykałem oczy, widziałem Amber. Bańka była dość duża, więc mogłem się w niej swobodnie poruszać. Odwróciłem się w stronę jaskiń, aby zobaczyć czy wszyscy już śpią. We wszystkich jaskiniach było ciemno, więc nie spałem tylko ja. Nagle zobaczyłem Amber, zbliżającą się do mnie. Najpierw pomyślałem, że to tylko sen, ale moje wątpliwości rozwiały się gdy "uszczypnąłem się" i to zabolało. Wilczyca była bliżej i bliżej, aż była na wyciągnięcie łapy ode mnie. Przeraziłem się. Wadera podniosła łąpę i wystawiła ostre jak brzytwy pazury i przebiła uzdrawaiającą mnie bańkę. Byłem jeszcze za słaby aby walczyć, ale ona nie mogła mną manipulować. Wstałem i próbowałem się bronić, lecz wychodziło mi to średnio. Ona zagrała nieczysto nawet jak na nią. Strzeliła do mnie strzałką paraliżującą ciało, aby ułatwić sobie zadanie . Nie mogłem się ruszać, Amber związała moje łapy i zakleiła pysk, abym nie mógł nic mówić. Potem wgryzła się w moje sparaliżowane ciało i zaczęła gdzieś wlec.
-Co chce mi zrobić tym razem?- zastanawiałem się.
Wyniosła mnie na jakiejś pustkowie, położyła na zeschniętej trawie i zaczęła monolog:
-Myślałeś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?! Co ty widzisz w tej Rose?!- krzyczała.
Gdy mówiła nabrałem trochę sił, ale nie zbyt wiele. Niedaleko rósł cierń, panowałem nad naturą więc zaplątałem nim jej łapy, tak aby nie mogła się ruszać. Sam wziąłem gałązkę i jakoś udało mi się przerwać sznurek. Odkleiłem taśmę z pyska i zacząłem biec. Po krótkiej chwili Amber uwolniła się i biegła tuż za mną. Złapała mnie za nogę, przewróciłem się. Zawyłem aby zawiadomić watahę, że potrzebuję pomocy. Mogłem tym samym zabić Amber, ale mogła być ze mną w ciąży nie przejmowałem się nią tylko dziećmi.
(niech ktoś dokończy)

Od Rivera- c.d. op. Minerai


- Cii, nie płacz. - mówiłem przytulając ją.
- To okropne! Jak Amber mogła to zrobić?!- mówiła przez łzy.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Przytuliłem ją mocniej.
- Twojemu tacie nic się nie stanie. To Amber ma raczej przekichane.
- Amber będzie miała z nim dzieci!
- Jeżeli można wieżyć wróżbitce to nie będzie miała. - mówiłem spokojnie. W pełni panowałem nad emocjami.
Otarłem jej łzy. Trwaliśmy tak chwilę w objęciach. Wyszeptałem do niej:
- Nie zamartwiaj się.
Odniosłem ją do jaskini alf. Położyłem ją na jej "łóżku" i odwróciłem się do Wizarda. Był bardzo słaby. Poszłem do swojej jaskini i znów śnił mi się ten sen co za pierwszym razem:
Kszyczę i wyję z bólu. Nie mogę się ruszyć, moja lewa łapa siedzi w potrzasku. Brutalnie odrywam ją. Uciekam a za mną biegnie sfora psów. Zaczynam walkę. Kiedy zabiłem wszystkie psy ujżałem 2 wilki: białego i czarnego. Walczą ze sobą nieustannie aż do momentu kiedy czarny zabił białego. Ten czarny podchodzi do mnie i wchodzi w moją duszę. [...]
Rano obudził mnie Kaazar (mój feniks). Uznałem że lepiej nie stresować Minerai dlatego zostałem w jaskini.

Od Zeneth

Tak dużo się ostatnio działo, to było nie na moje siły. Rannych wilków nie brakowało, ale dobrze, że mam Florę, bo sama bym sobie z tym nie poradziła.
Rozporządźmy listę katastrof :
1. Amber zabawia się Wizardem.
2. Wściekła Rose przechodzi załamanie nerwowe.
3. Pożar w lesie.
Twierdziłam, że to wszystko, ale po chwili Dżek przyprowadził ranną Scyllę, opatrzyłam jej rany, a następnie on opowiedział mi co się stało.
- Myślałam, że jesteś mądrzejsza - zwróciłam się do Scylli- chcesz dać swojej matce jeszcze jeden powód do rozterek i płaczu ?
- To nie jej wina - zaprzeczył Dżek - to Amber ją zaatakowała !
- Wszyscy już poznaliśmy się na zachowaniu Amber - przewróciłam oczami - gdyby nie rzuciła się na nią ta niestabilna wariatka, by jej nie ugryzła
- Ja...jest mi przykro z powodu rodziców
- Każdemu jest przykro, rozumiem jesteś ich córką przeżywasz to bardziej, ale proszę nie rób, więcej takich głupstw - spuściłam z tonu - jutro wypuszczam twojego ojca, będzie w pełni sił, aby rozprawić się z Amber...
- Przepraszam - powiedziała Scylla
- Nie przepraszaj mnie, po prostu uważaj na siebie - westchnęłam - to dotyczy też twojego rodzeństwa, wszyscy trzymajcie się od niej z daleka dla swojego własnego bezpieczeństwa i zdrowia
- Wyjdzie z tego? - zapytał Dżek
- Już wyszła, Amber tylko sparaliżowała jej ciało, już po wszystkim
Scylla wstała.
- Oddaję ci ją Dżek, opiekuj się nią
- Postaram się, dzięki
Wyszli z groty. Dodałam do listy.
4. Atak na Scyllę.
Mam nadzieję, że nie będę musiała dodawać kolejnych punktów.

Od Natsu- c.d. historii Luveita

Och... Luveit był taki słodki . Nie czułam się za dobrze ale w końcu ugasiłam pożar. Wszystkie wilki przynosiły mi herbatę (chociaż miałam jej już serdecznie dosyć). Rozmawiały ze mną... Ale najbardziej pomógł mi Luveit.
- Kocham cię Natsu.-Powiedział.
-Ja cię bardziej Luveit!- Krzyknęłam. Nikt nie wiedział że chodzimy... Odrazu wszyscy zaczęli się pytać kiedy ślub .
-No no no! Nikt tu nie wiedział o was!
-Tak yyy.... zamierzaliśmy wam powiedzieeć....- Odpowiedziałam.
<Dokończ Luveit>

Od Dżeka- c.d. historii Scylli


-Co ty zrobiłaś!- warknąłem na Amber która wbiła pazury i kły w Scylle.
-Rzuciła się na mnie! -odwarknęła.
-Ale nie raniła!-zawyłem.
Machnęła głową i powiedziała Phi.
-Pożałujesz- wymamrotałem
Podniosłem Scylle. Jej oddech był nierówny. Trzeba ją szybko zanieść do Zeneth i Flory .
-Wyjdziesz z tego-powiedziałem
Położyłem ją na łóżku Zeneth.
-Trzeba ją szybko opatrzyć.
Wzięła leki i spojrzała na mnie pytająco. Nie odpowiedziałem. Nie byłem chętny do rozmowy.Trzymałem Scylle za łapę.
-Dasz radę.
Zaczęła otwierać oczy.
-Dżek co ja ..
-Nic ci nie jest -uśmiechnąłem się.


(dokończ Scylla)

Od Scylli- c.d. historii Dżeka

-Nie! Nikt mnie nie rozumie!- krzyknęłam płacząc i odbiegłam od niego.
-Scylla zaczekaj!- wołał.
Unisłam się w górę, a Dżek za mną, więc stałam się niewidzialna. Chciałam być sama. Usiadłam na moim ulubionym obłoku, byłam roztrzęsiona. Nurtowały mnie myśli.
-Jak tata mógł to zrobić mamie? Jak do tego doszło?- myślałam.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Po długim myśleniu doszłam do wniosku, że to napewno ta Amber maczała w tym łapy. Leciałam w stronę watahy, gdy zobaczyłam Amber. Zrobiłam się niewidzialna, podleciałam do niej i rzuciłam się na nią.
-To wszystko przez ciebie!- krzyknęłam tym samym ujawniając się.
Po chwili poczułam wbite kły i pazury w szyi. Zemdlałam.
(niech ktoś dokończy)

Od Rukii - c.d. historii Len'a

- Rukia ? Czy...czy...ten-usłyszałam Len'a.
-Przecież żyje, nic mi nie jest-powiedziałam.
-Na pewno, bo jak, no wiesz mogę cie zabrać do uzdr....
-Len, nic mi nie jest-przerwałam mu i wstałam, a raczej prawie wstałam, bo jak się podniosłam zachwiały mi się łapy i upadłam.
-Nie zgrywaj bohaterki.
-Nie zgrywam bohaterki, po prostu jestem trochę zmęczona, i tyle.
-W takim razie chodźmy-powiedział Len.
Wstałam i tym razem ustałam, dobra zaczęłam wolno iść za Len'em.

<Len, dokończ proszę>

Nowa moderatorka!

Teraz możecie wysyłać opowiadania, wilki itp. także Tobka ( login z howrse) i na e-mail : tobite@op.pl

Od Dżeka


Byłem drugi dzień w watasze. Nieźle się porobiło słyszałem o Amber, co zrobiła Alfą. Nie za fajnie. Poszłem do towarzyszy. Zaopiekowałem się wszystkimi oprócz Blue. Był u niego Kan. W końcu dołączyłem się do niego.
-Co robisz?- Spytałem widziałem na jego ciele poparzenia.
-Nic. Opiekuję się Bluem.
-On ci to zrobił?
-Nie. Nasz smok w życiu by nas nie skrzywdził. To przez pożar.
-A słyszałem o tym. Szkoda że nikt mnie nie zawołał.
-Nie chcieliśmy cię wciągać jesteś nowy.
-Ale nie bezbronny,coż okej. Pa
-Cześć.
Gdy wyszłem nie wiem czemu, ale zaczełem szukać Scylle. Była koło drzewa. Podeszłem do niej.
-Hej jak się czujesz.
-Nie za dobrze.
-Rozumiem cię.
W tym świetle była czarująco piękna.

(dokończ Scylla)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Od Luveita- c.d. historii Natsu

-Natsu...Natsu!- krzyczałem ale ona się nie budziła.
Wciąż oddychała więc byłem pewnien że dalej żyje, pomimo tego faktu bałe się, że zapadła w śpiączkę.
-Nie rób mi tego!- wydarłem się na cały głos, po czym położyłem się na jej brzuchu i zacząłem płakać.
Po kilku minutach, usłyszałem jej głos:
-Luveit co się stało?
-Natsu!- krzyknąłem po czym ją przytuliłem.- Jak dobrze że nic ci nie jest. Leż a ja zrobię ci herbatę.
-Nie! Nic mi nie jest!- zaprzeczała.
Wstała z posłania i upadła na ziemię.
-Jesteś bardzo słaba, musisz leżeć.- powiedziałem, po czym ułożyłem na łożu i przykryłem kocem.
(dokończ Natsu)

Od Natsu- c.d. historii Luveita


Bardzo ciężko wywołać deszcz ale się udało. Straciłam tyle sił... Byłam cała poparzon. Gdy się obudziłam usłyszałam głos Luveita....
-Natsu budź się!
-Ja...ja co się stało?
-Och Natsu jesteś cała poparzona! Jestem głupi że kazałem ci to zrobić...- Wyjąkał.
-Byłam gotowa poświęcić się za watachę...- Powiedziałam i zemdlałam... Usłysałam tylko :
- Zanieśmy ją do jaskini! - To był głos Luveita być może ostatni jaki słyszałam...
<Luveit dokończ>

Od Luveita

Byliśmy na polowaniu z Natsu, gdy w pobliżu watahy, ujrzałem dym.
-Natsu patrz!- krzyknąłem wskazując łapą na kłęby dymu.
Wnet pobiegliśmy w stronę zjawiska. Na miejscu zobaczyliśmy grupkę wilków, próbujących ugasić rozległy pożar. Ja  nie mogłem pomóc, ponieważ nie posiadałem mocy wody, powietrza lub ognia.
-Natsu chodź!- krzyknęła Zeneth.
Wilczyca pobiegła w jej stronę. Zobaczyłem Lena stojącego nad nieprzytomną Rukią. Postanowiłem pomóc Lenowi przenieść waderę w bezpieczne miejsce. Po chwili Rukia była już bezpieczna. Jak najprędzej pobiegłem  w stronę pożaru i wyrwałem z niego duszącego się Kana. Aby choć trochę uratować sytuację krzyknąłem:
-Natsu wywołaj deszcz!
 Nie wiem jak na to zareagowała ale po chwili zaczął padać rzęsisty deszcz.
(niech ktoś dokończy)

Od Lena- c.d. historii Rukii

To była tragedia. 
Rukia w końcu padnie, bo w końcu ile ognia można wchłonąć.
Pobiegłem do jaskini uzdrowicielki naszybciej jak się dało - tam w końcu znajdowali się Ci, którzy mogli uratować nasz dom. Ja nie mogłem pomóc - nie panuję nad żadnym z żywiołów, dlatego musiałem znaleźć takie wilki, które pomogłyby Rukii zatrzymać pożar. Dobiegłem. Atmosfera była dość napięta jedni płakali, a drudzy stali w milczeniu.
- Ej, wiem, że to może nie najlepszy moment, ale las się pali spłoniemy wszyscy, jeśli Ci, którzy panują nad żywiołami nie pójdą z mną !
- Ja pójdę - powiedziała Minerai - Kan i Natsu też, Rocky i Scylla zostaną przy mamie i tacie
- A, więc chodźmy nie mamy sporo czasu, niech ktoś pobiegnie przodem zwołać i ostrzec inne wilki
Natsu pobiegła przed nami.
- Chyba się uda - mój głos był pełen zwątpienia - czy w tym pokoju jest ktoś dyspozycyjny z mocami wody, ognia, czy czegoś innego ?
- Ja świetnie się czuję w wodzie - powiedziała Zeneth
- Znasz kogoś jeszcze ?
- Zuza, Moon i Bella panują nad wszystkimi czterema.
- Przydadzą się, Natsu zaraz ich zawoła.
Gdy wszyscy byli gotowi pobiegliśmy do miejsca spowitego ogniem. Rukia była wykończona, pobiegłem do niej i odciągnąłem ją w bezpieczne miejsce.
Wilki panujące nad żywiołami gasiły pożar, podczas, gdy inne ewakuowały się w bezpieczne miejsce lub tak jak ja zajmowały się ratowaniem bliskich osób.
Rukia była w złym stanie. Pochyliłem się nad nią.
- Rukia ? Czy...czy...ten

(Rukia dokończ proszę)