-Witaj, jesteś sama?- Spytałem. Samica była dość ładna, z lśniącym futrem. Kiedy do niej mówiłem, wyglądała na speszoną.
-Witaj. Nie powinno interesować cię z kim tu jestem.- Odgryzła się. "Będzie zabawa" pomyślałem. Samica wzdrygnęła się i spytała:
-Kim jesteś?
-Damon, do usług.- Powiedziałem z ukłonem.
-Ta, jasne.- Prychnęła. Uśmiechnąłem się.
-Mogę poznać twoje imię?
-Jeśli musisz.- Westchnęła.- Jestem Sayona.
-W skrócie Say?- Zagadnąłem.
-Tak mówi do mnie tylko starszy brat.- Powiedziała i zaczęła odchodzić. Pobiegłem za nią.
-Ej, nie zostawiaj mnie samego. Nie lubię samotności.
-A ja namolnych wilków.- Stwierdziła, dalej idąc w swoją stronę.
-To tak jak ja.- Odparłem entuzjastycznie, łapiąc ją za łapy i zmuszając ją do patrzenia na mnie.- Zapolujesz ze mną? Proszę.
-Nie odpuścisz sobie?- Upewniła się.
-Ani mi się śni.
-Dobra, jedno polowanie i dajesz mi spokój, jasne?
-Oczywiście.- Odpowiedziałem z uśmiechem.
Pobiegliśmy w głąb lasu i przyczailiśmy się. Wyczułem stado jeleni. Jednocześnie rzuciliśmy się na tego samego jelenia. Gdy go zabiliśmy, Sayona powiedziała:
-Jak go dzielimy? Był remis.
-Hm, nie jestem szczególnie głodny. Jeśli chcesz, to możesz go sobie zostawić.
-Naprawdę? To bardzo miło z twojej strony, ale mam jak go zabrać. Jest za ciężki.
-Pozwól, że pomogę.- Powiedziałem szarmancko i zawołałem swoją przyjaciółkę-smoczycę, która wzięła jelenia na swój grzbiet.
-Wow, ale piękna smoczyca. Jest twoja?
-Owszem. Nazywa się Electras- Zbliżyłem się do Say jeszcze bardziej, tak , że prawie stykaliśmy się głowami.- Słuchaj, Sayona...
Przerwał mi głośny ryk Elec. Zewsząd zaczęły dobiegać nas odgłosy łap. Przed sobą ujrzeliśmy pięć wilczurów z zakrwawionymi pyskami.
Sayona z zaciekawieniem na twarzy przyglądała się im, po czym stwierdziła:
-To zmiechy. Takie mieszanki wilków z czymś innym. Ludzie je stworzyli. Nie trudno je pokonać.- I zaczęła coś mówić w nieznanym mi języku. Nagle zebrał się porywisty wiatr i przed nami stał wielki, niebieski smok.
-W czym mogę pomóc, Sayono?
-Odwróć się i pozbądź się ich, Dust.- Rzekła beznamiętnie. Smok wydał z siebie parę dźwięków i wilki zawyły i zniknęły.
-Dziękuję za pomoc.- Powiedziałem z Sayoną jednocześnie. Dust ukłonił się i odleciał. Wilczyca obróciła się w moją stronę.
-Należysz do jakiejś watahy? Przydałby ci się lekarz.
-Niestety nie, a ty?
-Chodź za mną.- Powiedziała i poszła powoli na północ. Ruszyłem za nią.
Dotarliśmy do jakiejś jaskini.
C.D. Sayona, dokończ