Nadeszła noc. Rose i dzieci poszły do jaskini, a Zeneth już spała. Ja musiałem siedzieć w uzdrawiającej bańce, próbowałem zasnąć, lecz nie mogłem. Gdy zamykałem oczy, widziałem Amber. Bańka była dość duża, więc mogłem się w niej swobodnie poruszać. Odwróciłem się w stronę jaskiń, aby zobaczyć czy wszyscy już śpią. We wszystkich jaskiniach było ciemno, więc nie spałem tylko ja. Nagle zobaczyłem Amber, zbliżającą się do mnie. Najpierw pomyślałem, że to tylko sen, ale moje wątpliwości rozwiały się gdy "uszczypnąłem się" i to zabolało. Wilczyca była bliżej i bliżej, aż była na wyciągnięcie łapy ode mnie. Przeraziłem się. Wadera podniosła łąpę i wystawiła ostre jak brzytwy pazury i przebiła uzdrawaiającą mnie bańkę. Byłem jeszcze za słaby aby walczyć, ale ona nie mogła mną manipulować. Wstałem i próbowałem się bronić, lecz wychodziło mi to średnio. Ona zagrała nieczysto nawet jak na nią. Strzeliła do mnie strzałką paraliżującą ciało, aby ułatwić sobie zadanie . Nie mogłem się ruszać, Amber związała moje łapy i zakleiła pysk, abym nie mógł nic mówić. Potem wgryzła się w moje sparaliżowane ciało i zaczęła gdzieś wlec.
-Co chce mi zrobić tym razem?- zastanawiałem się.
Wyniosła mnie na jakiejś pustkowie, położyła na zeschniętej trawie i zaczęła monolog:
-Myślałeś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?! Co ty widzisz w tej Rose?!- krzyczała.
Gdy mówiła nabrałem trochę sił, ale nie zbyt wiele. Niedaleko rósł cierń, panowałem nad naturą więc zaplątałem nim jej łapy, tak aby nie mogła się ruszać. Sam wziąłem gałązkę i jakoś udało mi się przerwać sznurek. Odkleiłem taśmę z pyska i zacząłem biec. Po krótkiej chwili Amber uwolniła się i biegła tuż za mną. Złapała mnie za nogę, przewróciłem się. Zawyłem aby zawiadomić watahę, że potrzebuję pomocy. Mogłem tym samym zabić Amber, ale mogła być ze mną w ciąży nie przejmowałem się nią tylko dziećmi.
(niech ktoś dokończy)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz