-Co tu robisz o tej porze? -zapytała Rukia
Byłem członkiem watahy od niedawna, więc nie znałem prawie nikogo,
a Rukię kojarzyłem przeważnie z widzenia i nigdy nie miałem okazji
z nią porozmawiać. Pamiętałem jedynie, że podczas jednego z polowań
była bardzo skupiona na tym co robi, a jej precyzja i szybkość były
uderzające. Teraz w lesie nie wiedziałem co powinienem jej
powiedzieć, przyzwyczaiłem się już, że noc jest porą, w której nie
muszę zakładać maski codzienności.
- A co ty tu robisz o tej porze ?
- Zapytałam pierwsza
Hmmm...co ja tu właściwie robiłem...biegałem?...myślałem?...czy
może też użalałem się nad sobą?
- Spacer...tak myślę, czy chwilę temu ktoś ci
towarzyszył...słyszałem coś i nie byłaś to wyłącznie ty
Posmutniała.
- No znalazłam liska...Lucky'ego zamordowali mu mamę...ja
chciałam go przygarnąć, ale wystraszył się i uciekł...
Pożałowałem, że użalam się nad sobą z powodu pozycji mojego brata w
mojej dawnej sforze, gdy na co dzień małe lisy tracą rodziców.
- Wróci.
Spojrzała na mnie jakoś dziwnie.
- Skoro nie ma nikogo na świecie oprócz ciebie to wróci, w końcu
nie ma dokąd pójść...
To jej spojrzenie coraz bardziej mnie wkurzało. Warknąłem.
- No co ?!
- Nic... tylko przez chwilę myślałam, że mówiłeś o sobie
- Nie.
Zamilkłem. Gdzieś w oddali wydawało mi się, że słyszę moich dawnych
przyjaciół, trochę tęskniłem za Luchistem, za naszymi sprzeczkami,
a trochę bardziej za Miną i jej opiekuńczym głosem. Ale oprócz nich
nie miałem za kim tęsknić.
- Nie nie mówiłem o sobie. Zauważ różnicę ten lis ma ciebie, a ja
nie mam nikogo...nikogo. Ale mam watahę, mogę dla niej polować i
być jej częścią... to mi wystarczy.
Uśmiechnęła się.
- Masz i watahę i mnie. Skoro już spacerujesz to może razem
pójdziemy na spacer, a jeśli się nam poszczęści znajdziemy
Lucky'ego.
- Więc chodźmy.
Poszliśmy. Nie wiem czemu, ale czułem się pełniejszy w środku i to
nie przez tego jelenia, który był na kolację...
(Ja już skończyłem, ale jeśli chcesz Rukia to coś dopisz)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz