Ciepło. Cieplej. Gorąco. Upał był nie do zniesienia, ale powinienem
podziękować za to starszemu braciszkowi, mojemu kochanemu
przywódcy, alfie nad alfami. Zawsze odwalałem za niego robotę, a on
zgarniał pochwały. Tym razem wysłał mnie i dwie bety na polowanie
na otwartej przestrzeni. Osobiście uważałem, że to bezsensowne
szukać pożywienia tam gdzie nie ma drzew, które dają cień, i wody
bez, której życie by nie istniało, ale przecież ja nie miałem nic
do powiedzenia. Co za ironia tkwiłem na pustkowiu, głodny i
wycieńczony upałem, chociaż wiedziałem, że tam w lesie, przy
jeziorze mógłbym znaleźć coś do jedzenia.
- Źle wyglądasz Len - powiedziała Mina, zawsze nadopiekuńcza
partnerka Luchista.
- Ty nie wyglądasz lepiej, a poza tym przeciętny wilk może
przetrwać bez jedzenia dwa tygodnie o samej wodzie, a jeśli chodzi
o wodę nie jest mi potrzebna
- Jeśli na prawdę tak twierdzisz to jesteś głupcem - wtrącił się
Luchist - zignorowałem jego uwagę, nie miałem wtedy ochoty na bójkę
- Głodna jestem - głos Miny przypominał wtedy skowyt - może lepiej chodźmy szukać dalej
- Dokąd szukać, gdyby był tu jakichś łoś, poza Lenem wyczułbym go
- Głód to oznaka słabości...Wrrr - poczułem kłucie w żołądku - mam
tego dość, jeśli książę chce niech sam szuka sobie jedzenia na tym ustroniu
Wróciliśmy do domu, ale kiedy wróciliśmy mój brat przegiął, miałem
tego dość, padło pomiędzy nami kilka ostrych słów, trochę się
poszarpaliśmy i po wszystkim nie chciałem już tam zostać, ruszyłem
przez las, pokonałem odludzie, biegłem wiele tygodni. Któregoś dnia
znalazłem jezioro, napiłem się, kiedy uniosłem łeb zobaczyłem
wilka. Przeleciał na drugą stronę jeziora i zaczął mi się
przyglądać.
- Czego chcesz ?!- przybrałem pozycję do ataku
- Hej, wyglądasz na zmęczonego podróżą, przybywamy z daleka co ?
Nie wyglądało, żeby to był podstęp, a od tego wesołka czuć było
alfą, czyli gdzieś tu blisko musiał mieć sforę.
- Jaki masz w tym interes ?!
Zaśmiał się, ale za nim zdążyłem odpowiedzieć odezwał się.
- Wiesz co chyba mamy różne poczucie humoru
Zacząłem spuszczać z tonu i otwarłem się, opowiedziałem mu o
wszystkim. Zaczął zapadać zmrok. Wizard szedł w głąb lasu.
- Co tak stoisz, popołudniu wydawałeś się bardzo ruchliwy
- Gdzie mam niby iść ?
- Do domu, nowego domu, choć zaprowadzę cię kolego
nie-potrafię-się-uśmiechnąć
- Mam na imię Len
- Mhmm...dalej zamierzasz tak stać Lenny ?
Na ten czas nie miałem lepszej opcji, niż przystać na to. Szybko
znalazłem się koło Wizarda i razem ruszyliśmy do mojego nowego,
lepszego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz