Jest taka chwila między snem, a marzeniem - nie sen i nie
przeczucie, lecz coś dziwnego jakby kombinacja tych dwóch rzeczy.
Oczy otwierają się powoli, a wrażenie, że ktoś na ciebie patrzy,
przenika przez watę ciepła i zmęczenia. Właśnie wtedy ją zobaczyłem
piękna otoczona mgłą, taka niedostępna, a przez to taka moja.
Zawsze pojawiała się w nocy kiedy spałem i śniłem o tej, której
jeszcze nie znalazłem. Noc była jedyną porą, w której byłem sobą,
gdy byłem sam nie musiałem udawać swojego brata, ani nikogo innego.
Tej nocy wyszedłem z jaskini coś nie pozwalało mi zasnąć. Biegłem
najszybciej jak tylko potrafiłem, słyszałem jedynie bicie swojego
serca i stykanie się moich łap z podłożem ściółki leśnej. Już dawno
nie czułem się taki wolny. Kiedy nagle usłyszałem czyjś głos w
oddali. Zacząłem nasłuchiwać to wcale nie było tak daleko.
Pobiegłem tam niesamowicie ciekawy kto jeszcze nie śpi o tej porze.
(Dokończyć może ktokolwiek chce)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz