-Marny sposób otruć samice która zna się na roślinach leczniczych i ich możliwości płyną w mojej krwi.-wysapałam -Kto?- powiedziałam do małych kwiatków ułożyły się w postać wilczycy Amber. -Nie, a to wredna kreatura!-przestraszyłam się bo wiedziałam że mam moc panowania nad innymi oprócz.. mnie ponieważ moc ziemi mnie chroni. -Gdzie on jest...-powiedziałam -Gdzie on jest...-powiedziałam. Rośliny ułożyły strzałkę. Pobiegłam w kierunku jaskini Zeneth po drodze minęłam ją . Wpadłam do groty na której leżał Wizard. -Co się stało...? Flora mi wszystko opowiedziała -JAK MOGŁA TO ZROBIĆ!!!-krzyczałam .-czemu czemu?-powiedziałam prawie szeptem. -Daj mu tę roślinę, dzięki temu nikt nim nigdy już nie zawładnie. -Zaraz go wyleczę -powiedziała Flora -A teraz Amber pożałuję!-powiedziałam a w moich oczach zapalił się ogień. Robiło mi się tak jak wściekałam się nad życie. -Amber!-zawowałam -Czego!?-powiedziała z nużeniem. -Zabiję cię!-powiedziałam i szybko owinęły ją kolczaste pnącza. -Mam przewagę bo ziemia wchłania wodę. I w ogóle kiedy jestem zła mam mocne i dziwne moce. Zaczęłam rosnąć i rosnąć. Urosłam na 12 metrów.Złapałam ją i wytarmosiłam ją i rzuciłam daleko. Po czym poleciałam za nią.
(niech ktoś dokończy)
|
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz