Zbierałam zioła w lesie, aż tu nagle wyczułam krew to była Amber,
wyglądała na strasznie z siebie zadowoloną i nawet nie przejmowała się
tym, że z jej sierści spływa krew. Ślad krwi Amber doprowadził mnie do
jej domu, było w nim tak ponuro... i śmierdziało. Szłam w głąb jaskinii,
kiedy nagle zobaczyłam śpiącego Wizarda, wyglądał na wykończonego i w
dodatku znajdował się w jakiejś bańce. Znałam tę sztuczkę - to była
metoda obezwładniająca przeciwnika. Rozbiłam bańkę, po czym lekko
szturchnęłam go łapą.
- Wizard...Wizard proszę wstań
Obudził się.
- Zostaw mnie psychopatko !
Poczułam się urażona.
- Zeneth ?! To ty ?!
- Nie widać ? Kto ci to zrobił ?
- Amber...- wydyszał
- Ta Amber, która obsesyjnie się w tobie kocha i nienawidzi Rose ?
- A właśnie Rose...muszę ją znaleźć...zobaczyć czy nic jej nie jest
- Nie w takim stanie, Amber tak cię załatwiła, że nawet łapy nie uniesiesz
- Ale Rose...
- Zabiorę cię do mojej groty, wytworzę uzdrawiającą bańkę, żeby cię
przenieść, Flora zajmie się tobą, a ja w tym czasie znajdę Rose
- Dobrze, ale mam nadzieję, że twoja bańka nie wykorzysta mnie tak jak ta Amber
Zaśmiałam się.
- To będzie zupełnie inna bańka
Zabrałam rannego Wizarda do groty, opowiedział mi o całym zdarzeniu,
Amber była naprawdę obrzydliwa. Flora zajęła się Wizardem, a ja tak jak
obiecałam poszłam szukać Rose.
Wychodząc usłyszałam głos Wizarda.
- Dziękuje Zeneth, za to co dla mnie robisz
- Po to tu jestem, żeby leczyć chorych, a Amber wymaga lekarskiej pomocy
Zaśmiał się.
- Uważaj, żeby ciebie nie zaciągnęła do jaskini !
Mimo, iż żartował wyglądał na przygnębionego i nie mogłam się mu dziwić.
- Opiekuj się naszą alfą, Floro
(Dokończ Wizard, Amber lub Rose)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz