niedziela, 26 sierpnia 2012

Od Rukii- c.d. historii Lena

Położyłam się obok Len'a i usnęłam. Rano obudziły mnie promienie słońca które wpadały do jaskini. Basiora już nie było. Lucky jeszcze spał. Wstałam i wyszłam z jaskini. Poczułam znajomy zapach i ruszyłam za nim. Mój nos zaprowadził mnie prosto do Len'a.
-Dzień do..-nie dokończyłam bo mi przerwał.
-Ciiii.....-przewrócił mnie-widzisz-odepchnął kilka gałęzi a mym oczom ukazali się ludzie.
-Len to są ludzie zwariowałeś, wracajmy.
-Spokojnie, bądź cicho, a nic się nie stanie.
Teraz ucichłam i położyłam się obok Len'a. Obserwowaliśmy tych ludzi. Nagle podjechał samochód. Z niego wysiadł człowiek z jakąś pochodnią.
Rzucił ją na kępkę krzaków a do samochodu wsiadła reszta ludzi i odjechali. Teraz krzaki zapłonęły ogniem który szybko się rozprzestrzeniał.
-Len zawiadom watahę, ja się zajmę ogniem-powiedziałam i rzuciłam się prosto w ogień. Oczywiście płomienie się rozstąpiły bo potrafię nad nimi panować. Zaczęłam wchłaniać ogień, ale szło mi to za wolno by zatrzymać pożar. A Len to wszytko widział.

<Len dokończ>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz