wtorek, 14 sierpnia 2012

Od Zeneth- jak tu trafiłam

Byliśmy razem. Ja, on i nasze szczenię. On był wielki o granatowym umaszczeniu, jego oczy zawsze przypominały mi srebrzystą tafle jeziora, takie spokojne, a nasza mała była taka śliczna biało-granatowa z cudnymi zielonymi ślepkami.
Było wcześnie, kiedy on spytał, czy nie chciałabym wybrać się z małą za las, na kamieniste wybrzeże poszukać nowych minerałów i spędzić miło czas ja na swoje nieszczęście odpowiedziałam - Tak, chcę.
Dotarliśmy tam w ciągu czterech dni, na początku było cudnie. Nasze szczenię bawiło się z nami w wodzie, zachody słońca, spacery o zmroku...
I nadszedł ten dzień, który miał być ostatnim na wybrzeżu, ale nie wiedziałam, że to będzie ostatni dzień mojej rodziny.
Jak co dzień ja i moja córka czas spędzałyśmy w wodzie, jej z niej wystawała ledwie główka. Mój partner od rana miał złe przeczucia, chciał wyruszyć natychmiast, ale ja głupia chciałam jeszcze chwilkę spędzić w wodzie. Niebo się chmurzyło, moje oczy, poczułam się słabo, woda zaczęła się podnosić, było za późno. Usłyszałam skomlenie mojej małej, tak małej, że nie potrafiła jeszcze mówić i po chwili... próbowaliśmy... ja i on... ratować się..,nas...,ją..., ale straciliśmy naszą małą. On próbował walczyć, ale kiedy zrozumiał, że to na nic... spojrzał na mnie z uczuciem... tak spokojnie, wiedziałam, że to pożegnanie... próbował zawyć po raz ostatni po czym odszedł. A ja poczułam, jakby ktoś rozdzierał mi serce, bolało mnie to, że nie dano mi było umrzeć z nimi, że potrafiłam wytrzymać...
Jedyne co mi po nich pozostało to dwa kamienie, które później przywiesiłam do amuletu.
Biegłam, nie wiedziałam dokąd, biegłam, ale nie mogłam zapomnieć, biegłam, daleko, bardzo daleko od mojego...nie to nie był już mój dom.
Dobiegłam do lasu, czułam w nich piżmową woń innych wilków. Bezgłośnie się skradałam się w ciemnościach. Pyłki kurzu niczym miriady gwiazd wirowały w ciemnościach w świetle księżyca. Słyszałam bicie serca, gdy powoli wciągnęłam powietrze poprzez obnażone kły. Suchy patyk pękł pod moją łapą. Wilk o ciemnej maści zbliżał się do mnie bez strachu mówił coś do mnie, ale ja wyłapywałam tylko fragmenty :
- Nie ...... Wizard......nie bój się.......jesteś....Srebrnej...chodź ze mną
Poszłam pełna niepokoju i lęków, po chwili uspokoiłam się, zaczęłam znów normalnie oddychać, już się nie bałam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz