Gdy szliśmy w kierunku mojej jaskini nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była tajemnicza i cicha, a zarazem radosna i energiczna. Po dłuższej chwili zapytała:
-Czy mam coś na twarzy?
-Nie...- odpowiedziałem z uśmiechem.
-A w ogóle jestem Dokanan, a ty?
-Moje imię brzmi Moon- powiedziała tajemniczo.
-Połóż książkę na moim biurku- powiedziałem gdy wkroczyliśmy do mojej jamy.
Przejrzałem kilka stronic książki, o mocach wilków, aby upewnić się co potrafię . Położyłem łapę na księgę Moon po czym zamknąłęm oczy. Gdy je otworzyłem książka wyglądała jak nowa.
-Jak to zrobiłeś?- spytała z niedowierzaniem Moon.
-W tej księdze pisze że moja moc nie tylko uzdrawia istoty żywe, lecz także naprawia rzeczy materialne.- wytłumaczyłem niczym naukowiec na wykładzie.
-Dzięki, wiszę ci przysługę- powiedziała.
-Nie wątpię w to- odrzekłem wyluzowany.
-Czy zjesz ze mną kolację?- spytałem.
-Bardzo chętnie, zgłodniałam- odpowiedziała oblizując się.
-Cieszę się, że zaszczycisz mnie swoją obecnością- powiedziałem z uśmiechem, po czym odsunąłem krzesło.
Poszedłem do spiżarni i wyciągnąłem z niej wielkiego, faszerowanego dzika. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy i powiedziałem:
-Jesteś najpiękniejszą wilczycą, jaką kiedykolwiek widziałem.
-Dziękuję- powiedziała skromnie, rumieniąc się.
Po naszej krótkiej rozmowie zaczęliśmy jeść.
[dokończ Moon]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz